Pierwszy baran, drugi baran. Spać nie mogę.
Trzeci baran, czwarty baran, oglądam cienie na suficie.
Piąty baran, szósty baran, minęła pierwsza bezsenna godzina.
Siódmy baran, ósmy baran, pierwszy dzień zwolnienia lekarskiego.
Dziewiąty baran, dziesiąty baran, koniec aktywności zawodowej. I co ja teraz będę robiła całymi dniami.
Jedenasty baran, dwunasty baran. Wiem, nareszcie się wyśpię. Na zapas.
Trzynasty baran, czternasty baran. No, jasne. Właśnie widzę.
Piętnasty baran, minęła kolejna godzina. Wszystkie problemy w myślach gruntowne rozważyłam. Te prawdziwe i te drugie.
Dwudziesty pierwszy baran, nareszcie świta, wszystkie barany policzone, mogę wszystkich budzić. WSTAWAĆ DROGIE PANIE!