sobota, 30 kwietnia 2011









Piękny ostatni dzień kwietnia.

Udanego dłuuuugiego weekendu!

piątek, 29 kwietnia 2011





Podkarpackie skarby...







Podkarpackie odkrycia, kiełbasianka z Góna, golonka w słoju z Górna i ...melisa, o której trudno mówić jako o produkcie regionalnym. Ale dodawana przez hotelowego kucharza do większości dań i deserów teraz już zawsze będzie kojarzyła nam się z tym miejscem. Smakuje... cytrynowo.




Wczoraj wieczorem byłam świadkiem jak moja Trzylatka wkręcała Babcię ucząc ją wyłączać laptopa-zabawkę.

Powiedziała:
Wciskasz to zielone i mówisz - Pa! Pa!

czwartek, 28 kwietnia 2011




















Kilka dni odpoczynku na Podkarpaciu. Wróciliśmy, tym razem prywatnie.
Polecam wszystkim! Pyszne jedzenie!

sobota, 23 kwietnia 2011



Zasadnicze pytanie, które prędzej czy później wszyscy sobie zadajemy.

Entuzjastycznie: Nadziu, wiesz, że Ciocia Monika nosi w brzuszku dwa dzidziusie, bliźniaki!!!
N. Taaak??? niemożliwe, jak one się dostały....?


N. Mamo, nie powiem ci o pianinie.
ja: ???!!! a coś się stało?
N. Nie!
ja: Zespsułaś je?
N. Nie...
Ja: A jak?
N. O tak, wciskałam.
Ja: No to już nie masz pianina.

N. Dobrze, że ci nie powiem, bo będziesz krzyczała.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Kolejna niespodzianka, jaką dostałam po powrocie z pracy.



Do roboty...



Kupiłam też pomarańczowe tulipany.
W tym roku będzie u nas Wielkanoc na pomarańczowo!



środa, 20 kwietnia 2011









Czytamy i malujemy jaja. Mamy do tego specjalne barwniki kupione w osiedlowym kiosku.
Kupiłam również jajka sikawki dla całej rodziny.
Szykujemy się do bitwy.

wtorek, 19 kwietnia 2011



Komentarz dziewczyn z bloga majaizgraja zamieszczony pod poprzednim postem podsunął mi pewien pomysł. Napiszę o moim dziadku. Zmarł kiedy miałam 9 lat.
Urodzony w Urzędowie pod Lublinem w roku 1926. W rodzinie chłopskiej. W tamtym okresie Urzędów miał 3600 mieszkańców. Jeden z sześciorga rodzeństwa. Nie znam ich losów, prawdopodobnie żyje tylko jedna z sióstr. Najmłodsza. Kiedy wyszukuję nazwisko na necie, okazuje się, że do dziś mieszkają ich dzieci. Wnukowie? Nie znamy się, nigdy się nie spotkaliśmy.

Jako małe dziecko tylko kilka razy byłam w domu rodzinnym mojego dziadka. Raz nawet tam nocowałam. Niewielki dom z drewnianych bali, malowany na niebiesko. Małe drewniane okienka. Zółte resztki firanek. Sień z klepiskiem. Bez podłogi. Progi z bali. Dwie izby. Biały piec z fajerkami. Duże, rzeźbione, drewniane łóżko z gęsią pierzyną tak grubą i gorącą, że już nigdy potem takiej nie widziałam. I już nigdy więcej pod taką nie spałam. Są jeszcze takie? Drewniany stół pod oknem, Trybuna Ludu zamiast obrusa. Konserwa na stole. Drewniany stołek.
Nie wiem, czy dom jeszcze stoi. Raczej mało prawdopodobne.

Kilka lat temu wybraliśmy się do Skansenu Lubelskiego. Patrzymy z mamą i uśmiechamy się w jednym momencie.

Chałupa z Urzędowa zbudowana w 1784 roku. Drewniane bale, malowana na niebiesko, klepisko, piec, małe okna. Ta pewnie duża starsza niż dzadkowa, ale jakoś ciepło na sercu.
Zdjęcie zrobiłam kilka dni temu.
A pisząc to znalazłam przypadkowo stronkę jakiegoś lokalnego pasjonata, który, prawdopodobnie na podstawie ksiąg parafialnych, stworzył proste drzewa genealogiczne rodzin urzędowskich. Naszej również. Jest i moja mama.

"Dziewczyna spod Lublina" Zofia Maliszewska

Jestem sobie dziewczyna,
Spod samego Lublina.
Jak to sami widzicie
Wstaje rano, o świcie.
Lubie bardzo porządek,
Zaraz zrobie obrządek.

Bo ja jestem dziewczyna
Spod samego Lublina

Cztery krówki wydoje
I cieliczki napoje,
A kotkowi dam mleka,
Bo przy misce już czeka.
Jak upiekę ja ciasta,
Mówią wszyscy, że z miasta.

A ja jestem dziewczyna
Spod samego Lublina.

W ręku praca się miga,
Bo ja jestem jak fryga.
Czasu nigdy nie marnuje,
Agrochemię studiuje.
Traktorem sama orze,
A siewnikiem sieje zboże.

A ja jestem dziewczyna
Spod samego Lublina.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Południowy-wschód





Bociany już przyleciały.
Cała trasa na południe Polski obstawiona bocianami. Na polach, w gniazdach, na niebie.

Dziś byłam na Podkarpaciu. Drugi raz w życiu. Piękne okolice Sanu, lasy białe od kwitnących zawilców, soczysta zieleń. Wzdłuż trasy sarny, bażanty, zając. Grzejące słońce.
Żurek w myśliwskim zajeździe w lesie. Wypchane zwierzęta na ścianach. Kawa parzona w szklanach z koszyczkami.
Czytam:
"Podkarpacie stoi hartaczami, krężałkami, kugielem, bulwiokiem, hałuszkami, małdrzykiem, szabanką, bałabuchami czy krupniakiem. Te produkty są jeszcze sublokalne, znaleźć je, kupić i posmakować można tylko znając adresy producentów, którymi najczęściej są koła gospodyń wiejskich czy właściciele gospodarstw agroturystycznych. Wszędzie jednak można znaleźć wyśmienity żur czy dziesiątki rodzajów pierogów. Produkowane na miejscu, zachwycają pomysłowym smakiem i jakością wykorzystanych do ich wyrobu produktów."

A o żurku tu:
http://podkarpackiesmaki.pl/pl/przepisy-i-kulinarne-lokale/dania-i-potrawy/

niedziela, 17 kwietnia 2011







Kilka dni pod znakiem "Mama i Córeczka" za nami. Spacery po warszawskiej Starówie, jazda metrem dla przyjemności, wjazd windą na 30 piętro Pałacu Kultury, zdjęcia na rękach z wycieczką turystów azjatyckiego pochodzenia (z każdym indywidualnie:)), fikolandy, wystawy, gonitwy za gołębiami, bezkarne skakanie po hotelowym łóżku, bitwy na poduszki, zakupy, fast foody, prawdziwe gałkowane lody, czytanie książek w empiku, odjechane muffiny w tarasach, galopujący konsumpcjonizm. Zmęczone i spłukane wracamy.

sobota, 16 kwietnia 2011



Sobota, 6 rano. Wszyscy śpią. Ja nie mogę. Myślę więc, co przygotuję na stół wielkanocny.

Na pewno sos śmietanowo-chrzanowy.

Wezmę kwaśną śmietanę 12%, majonez, sól, cukier i oczywiście korzeń chrzanu. Chrzan obiorę i zetrę na tarce. Ale nie jestem w tej kwestii zasadnicza. Może kupię gotowy słoik, i też będzie dobry:) Moja Babcia zawsze tarła sama, pamiętam to doskonale. Opór, jaki stawiał. Ba, pamiętam nawet jak latałyśmy po polu i same go wykopywałyśmy.
W tym przepisie najważniejszy jest cukier. To on sprawi, że nie będzie to zwykła chrzanowa śmietana do jaj.
Wszystko połączę i na stół!

Drugi pomysł do sos śmietanowo-szpinakowy.

Śmietanę połączę z rozmrożonym szpinakiem, czosnkiem, majonezem i solą.
Podobnie jaj poprzedni zjemy go z jajkami, wędliną, mięsem albo zwykłymi ziemniakami z wody.

Albo pasta jajeczna. Taka na kanapki. Z musztardą i szczypiorkiem.
Albo chrzan z żurawiną.
Albo jajka faszerowane tuńczykiem.
Albo warzywa pokrojone w słupki i małe rzodkiewki z sosem czosnkowym.

Głodna jestem...

A dziś szturmujemy warszawskie zoo.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011







Dziś nie będziemy promować siebie. Dziś promujemy Lubelszczyznę.

sobota, 9 kwietnia 2011











Wiedziałam, że moje dziecko ma słabość do niemowląt. Rozczulają ją.
Ale że trzylatka potrafi być tak czuła, troskliwa, opiekuńcza, wpółczująca, empatyczna, to nie wiedziałam.
Katalog marzeń największych na świecie został poszerzony.
Obok lotu w kosmos z babcią pojawiło się pragnienie własnego dzidziusia.
To były poruszające odwiedziny:)

A jeśli szukacie pomysłu na zabawę, zajrzyjcie tu:
bajkowypokoik
Pozdrawiam, aga

piątek, 8 kwietnia 2011



Przejęłam się.
Dziś rysowałyśmy z dzieckiem.
Nadia narysowała rodzinę. Kilka postaci. Pytam kto jest kim.
Opowiada. Pytam, a która to ja.
Ta z długimi włosami i smutna.

Teraz to dopiero jestem smutna.


Obiecany indianin. Prawdziwy wojownik.
Tak, tak, wiem... pióropusz powinien być z tyłu.


Dwa dni luzu...hurra!

wtorek, 5 kwietnia 2011









Mam takiego fisia, że z każdej podróży, większej lub mniejszej, zwożę mnóstwo duperelek. Rozdaję je potem z przyjemnością. W Krakowie znalazłam cukierki ślazowe (choć brzmią trochę obrzydliwie) i herbatę o nazwie Ball Shaped.



I ciastka. Strudel z nadzieniem z jabłek, rodzynek i cynamonu, mnóstwem cynamonu.
I keks złożony wyłącznie z bakalii. Figii, rodzynki, kandyzowane gruszki, jabłka, zlepione w jedną masę.

Archiwum bloga