Lipiec to nie czas na kuchenne dziwolągi, to czas prostego jedzenia.
Szykujemy się na działkę.
W międzyczasie, przy sobocie, spełniam kulinarne ochotki rodziny.
Gotuję jednocześnie kaszę gryczaną z cebulką i maślanką dla tatusia, zupę jabłczankę z jabłuszek lipcówek dla dziecka i leczo z cukinii dla siebie.
W lecie niewiele trzeba, aby było dobre. Ziemniaki z koperkiem, szpinak z masłem, chleb z rzodkiewką, botwinka, kluski z jagodami, zupa owocówka.
Wczoraj w pracy rozmawialiśmy o jedzeniu. Kolega opowiadał, że w jego rodzinie zupę jabłczankę jada się z gotowanym ziemniakiem. Pierwsza nasza reakcja : bleeech, ale potem przypomniałam sobie, że jako małe pacholę jadałam zupę owocową razem z ziemniakami i kotletem mielonym serwowanym przez Babcię Danusię.
Pamiętacie to?