niedziela, 31 lipca 2011

I osiedlowe uliczki.

















I jak Boga kocham w ten dłuższy dla mnie weekend, wszystko co mogło - to mi się nie udało.

sobota, 30 lipca 2011



Zmartwienia, zmartwienia. Jestem specjalistką w umartwianiu się.

czwartek, 28 lipca 2011



Nowe zabawki z krakowskiej Mangghi.
Podobają się. Zadowolona.

środa, 27 lipca 2011



Oglądam właśnie film na Jedynce "Pawełek" (inny tytuł "Wszystko będzie dobrze"). Poruszający, ciepły, smutny. Wszystko naraz. Podoba mi się bardzo.




Zdjęcia zeszłoroczne, ale koloru mi potrzeba.
Dwie kawy nie pomagają aby się obudzić. Leniwie, leniwie.

Jak się dziś ubrać do pracy, Nadziu? zapytałam z samego rana
Jakoś ładnie odpowiedziała, odwracając się do mnie plecami pod cieplutką, zmymłaną kołderką.

wtorek, 26 lipca 2011

Nie spotkałam dziś nikogo, kto by nie narzekał jak bardzo się nie wyspał i jaki jest zmęczony.



Boże, jak ja się nie wyspałam. Ale jestem zmęczona...
:)))

poniedziałek, 25 lipca 2011



Dziś moje dziecko znalazło sobie super zabawkę, kłębek wełny. Rozwija, supła, plącze, zaplata wielką pajęczynę na cały pokój. A niech tam.

A za oknem dzień za dniem burza.

sobota, 23 lipca 2011







Kilka lat temu wymarzyliśmy sobie mały domek w tym miejscu.
Ciągle jakieś przeszkody.



I kilka zabaw.
Mapa skarbów.



I mikro domek z pudełka po spinaczach.



czwartek, 21 lipca 2011

Rok temu chciałam urządzić dziecku domek do zabawy. Albo były piękne i porażająco drogie, albo tańsze - plastiki.
Podjęłam wówczas to wyzwanie. Kupiłam w Obi deski na coś w stylu wiata-obudowa śmietnika, złożyłam po swojemu, skręciłam, pomalowałam i jest!
Niepowtarzalny. Tylko nasz. Dziecko mówi na niego "Moja budka telefoniczna".
Na targu staroci szukam jakiejś retro skrzynki na listy (koniecznie czerwonej) i lampy naftowej(również preferowany kolor czerwony). Docelowo potrzebujemy również stary młynek do kawy i mosiężny dzwonek.









Brudne, rozczochrane, szczęśliwe dziecko!







wtorek, 19 lipca 2011

Jak na prawdziwe działkowiczki przystało było i grzebanie w ziemi i podlewanie i zbieranie kwiatów, owocobranie i walka o huśtawkę.
Wszystko było. A wolne dni tak szybko się kończą. Znacznie szybciej, niż te pracujace.
















poniedziałek, 18 lipca 2011



Poszłyśmy dziś na długi popołudniowy spacer.
Złapał nas letni deszcz.
Świeciło piękne słońce, a z nieba leciały zimne, kłujące, wielkie krople deszczu. Obie w sukienkach na ramiączkach.
Nie potrafię Wam opisać tego rozczulającego, beztroskiego, szczerego śmiechu dziecka, kiedy biegłyśmy z hulajnogą rozbryzgując kałuże.



A za oknem koncert jakiegoś pasikonika.

sobota, 16 lipca 2011

Lipiec to nie czas na kuchenne dziwolągi, to czas prostego jedzenia.

Szykujemy się na działkę.
W międzyczasie, przy sobocie, spełniam kulinarne ochotki rodziny.
Gotuję jednocześnie kaszę gryczaną z cebulką i maślanką dla tatusia, zupę jabłczankę z jabłuszek lipcówek dla dziecka i leczo z cukinii dla siebie.

W lecie niewiele trzeba, aby było dobre. Ziemniaki z koperkiem, szpinak z masłem, chleb z rzodkiewką, botwinka, kluski z jagodami, zupa owocówka.

Wczoraj w pracy rozmawialiśmy o jedzeniu. Kolega opowiadał, że w jego rodzinie zupę jabłczankę jada się z gotowanym ziemniakiem. Pierwsza nasza reakcja : bleeech, ale potem przypomniałam sobie, że jako małe pacholę jadałam zupę owocową razem z ziemniakami i kotletem mielonym serwowanym przez Babcię Danusię.
Pamiętacie to?



piątek, 15 lipca 2011



Piękną pogodę proszę, bo przed nami wyjazd na działkę. Porzeczki czas zbierać!

czwartek, 14 lipca 2011

Dziś w Lublinie 32 stopnie. Jedyne właściwe ubranie to jego brak. Dziecko biega po domu, sprawia wrażenie najszczęśliwszej na świecie. Pompowany basen. Na stole kluski ze śmietaną i jagodami.

środa, 13 lipca 2011

Sferyczna błona z wody i mydła wypełniona powietrzem.
Pospolita bańka mydlana.







Archiwum bloga