poniedziałek, 31 stycznia 2011









Dzieci to największy skarb. Powód wiecznej troski, ale źródło gigantycznej radosci.
Zwykły spacer staje się niezwykłym. Bo razem!

niedziela, 30 stycznia 2011

Czy może być

cos atrakcyjnego dla trzylatki w Muzeum Aptekarstwa?
Tak! Tak! Tak! Dziesiątki szufladek, a w każdej jakis skarb!















piątek, 28 stycznia 2011

Poranna

rozmowa z koleżankami w pracy, przy kawie, o smakach dzieciństwa.
Cebularz z masłem, zupa mleczna z ryżem, kisiel w kubku, budyń z sokiem malinowym, kanapka z pomidorem i cebulą, placki ziemniaczane ze śmietaną, zupa owocówka z makaronem, mizeria ze śmietaną, mielony z buraczkami, smażona ryba z surówką z kapusty kiszonej (taką z jabłkiem, olejem), zapiekanka z pieczarkami, chleb z masłem i rzodkiewką w plasterkach, truskawki ze śmietaną i cukrem, kluski z truskawkami, chleb ze szczypiorkiem i solą, kawa Inka z mlekiem, kluski z jagodami, kilkucentymetrowa pizza z kiełbasą wiejską i pieczarkami.
I jakoś tak same buzie się uśmiechają...



Moja mama czasem wspomina chleb ze śmietaną i cukrem, ale to już dla mnie za stara historia;)

wtorek, 25 stycznia 2011

Akordeon

Dźwięk, jaki wydaje porusza. Wywołuje ciary na plecach. Czasem dech zapiera. "Prąd powietrza, zagęszczony przez ręcznie poruszany miech, wywołuje dźwięk, wprawiając w drganie stroik."
Na żywo.
Ja jestem fanką.





Przedstawiam Brata Mamy. Człowieka wielu talentów.


I na koniec fragment koncertu Motion Trio w Lublinie. Na potwierdzenie dlaczego tak lubię ten instrument.

http://www.youtube.com/watch?v=dyB_itLKkmc

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Przesada

Kilka dni temu usłyszałam od dziecka:
Przesadzasz!

Innym razem:
Nie zachowuj się jak dziecko.

A ostatnio:
Jestes psotna jak tatus.

No sama nie wiem, co o tym mysleć.
Pewnie za każdym razem miała rację.
I musimy bardzo uważać, co mówimy.





I cytując newsa za Teleekspresem, brytyjscy naukowcy, matematycy, za pomocą jakiegos specjalnego wzoru obliczyli, że dzis mamy najgorszy dzień w roku.
Pewnie dla kogos, gdzies był. Dla nas był dobry.

niedziela, 23 stycznia 2011

Muzeum Techniki

Przy okazji rodzinnego wypadu do Warszawy wybralismy się do Muzeum.
Tak, tak, do tego starego, poczciwego w Pałacu Kultury. I Nauki oczywiscie. Jak sięgam pamięcią do podstawówki, to nic się nie zmieniło.

Zabralismy niespełna trzylatki do planetarium.
I dobrze, że nie dalismy się przekonać Pani Bileterce a potem Panu Prowadzącemu, że dzieci za małe.
Efekty widać. Kiedy wracalismy nocą do naszego Lublina dziecko krzyknęło Patrzcie, Gwiazda Polarna!
Ja też znalazłam kilka skarbów dla siebie.











niedziela, 16 stycznia 2011

Zielonego nam się chce.
Wzięłyśmy się za gotowanie.







Trzylatka. Już czas kończyć z dzidziusiowym jedzeniem. Czas poznawać nowe smaki. Nowe zapachy: bazylii, kiełków brokuła, słonecznika, zwykłej zielonej sałaty.
Nie jest łatwo. Dzisiejszy sukces- sałata. Taka, jaką robiła moja babcia. Ze smietaną, cebulą, solą, cukrem i octem.

W Lublinie

szaro, buro. Kolejny dzień pada deszcz.
W piątek po pracy zabrałam dziecko na spacer po deptaku i starym mieście. Przejmująca wilgoć. Pośniegowe miasto sprawiające ponure wrażenie.





No i ten klimat się udziela.
Lekiem na smutki dziecko wchodzące w rolę superbohaterki.
Biega po domu w różowych rajtuzach na głowie i kocem zawiązanym niczym peleryna.
Spokojnej niedzieli.

wtorek, 11 stycznia 2011







Kiedy dziecko bało się odkurzacza, podczas odkurzania rodzinnie krzyczeliśmy na niego (znaczy się na odkurzacz, nie na dziecko;)), aby go przekrzyczeć, pośmiać się i zwalczyć dziecięce strachy.

Kiedy boi się ciemności i wielkich czarnych potworów, wyśmiewamy potwory opowiadając o ich przykrych przygodach typu ślizganie na skórce od banana, spadająca cegla, upadek na pupę prosto w błoto. Bardzo poważnie odpowiada nam: Żarty o potworach są głupie.
Hm, no są.

I nie zaczynajcie zabawy w zgadywanki, np co to jest ma długą szyję i zjada liście. Potem nie przestaniecie się w nią bawić. W domu, w aucie, na nocniku lub o 3 nad ranem. Szczególnie o 3 nad ranem. Najchętniej.
;)

Niedzielne

odwiedziny Siostrzyczki przez duże S po raz kolejny uświadomiły nam, że w rodzinie powinno być więcej niż jedno dziecko.
Bananowy uśmiech nie schodził z buzi dziecka, szaleństwa, bieganie, zabawa w chowanego, w cyrk.



Jaki to piękny prezent dostać siostrę ;)

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Znam

takich jednych miłosników starych zabawek. Kolekcjonerów. Amatorów zabawkowych targów staroci.
Jeżdzę do nich z wypiekami na twarzy. Co tym razem upolowali. Autka, samoloty, rowerki, wózki.
Pojedyńcze egzemplarze, niepowtarzalne perełki, blaszaki, drewniaczki, obdrapańce.

http://nadziejkamoja.blogspot.com/2010/06/najpiekniejsze.html


http://nadziejkamoja.blogspot.com/search?q=kajmakowa





sobota, 8 stycznia 2011

Już

za kilkanascie dni będziemy swiętować trzecie urodziny dziecka.
Rosnie. Zmienia się bardzo, z każdym miesiącem.
Już czas na wymianę zabawek. Te, co mamy, już nie bawią. Dziecięce serce ciągnie gdzie indziej.
Już czas oddać dalej jeździki, sortery, obrazkowe książeczki, magnetyczne puzzle.
Teraz czas drewnianych klocków, lalek dzidziusiów, wózków, flamastrów, piórników oraz domków dla lalek. Czas drewnianej kuchenki i ikeowskich gadżetów do gotowania.
Mam w domu malutką kobietkę.












Odwiedziła nas Ciocia Hala. Daleka kuzynka nieżyjącego już ojca mojego męża. Przywiozła ze sobą prezent- własnej roboty nalewkę.
Prezent idealny.
Ale teraz piecze, oj piecze...
To duży talent umieć takie smakołyki robić samemu. I chcieć je robić.

środa, 5 stycznia 2011

Ulica Złota.

Najulubieńsza z ulubionych. Idealna do spacerów. Idealna na wypicie kawy w jednym z ogródków. Odrapane, zniszczone kamienice. Jedna latem całkowicie się spaliła.
W sierpniu miejsce dla stoisk Jarmarku Jagiellońskiego, co miesiąc klimatyczna oprawa dla targów staroci.
Krótka, brukowana. Z jednej strony niewielka knajpka Mandragora w której mój mąż zawsze zamawia to samo - śledzie z cebulą, jabłkami i śmietaną, z drugiej strony Bazylika Dominikanów, miejsce nabożeństwa po zawarciu Unii Polsko-Litewskiej w 1569 r. z udziałem króla Zygmunta Augusta.
Tak piękna, że to tam chrzciliśmy nasze dziecko.



wtorek, 4 stycznia 2011

Pielęgnujemy

w sobie naturę dziecka.
Tak się darliśmy podczas zjazdów z górki na sankach, że sąsiedzi na balkony powychodzili.







Czasem niechcący można trafić.

I cierpliwie uczymy dziecko, że nie rzuca się żółtym śniegiem. ;)

sobota, 1 stycznia 2011

Jaki

Nowy Rok, taki cały rok mówi polskie przyslowie.
My wchodzimy w Nowy Rok razem, zdrowi, usmiechnięci, spokojni, wyspani, jedynie z lekkim bólem glowy (byl szampan, byl, a jakos dziwacznie po szampanie zawsze boli glowa...).
Zdrowia, usmiechu i spokoju życzę Wam wszystkim.

A jak już jestem przy noworocznych przyslowiach znalazlam kilka intrygujących.

Gdy Nowy Rok mglisty – zjedzą kapustę glisty.
Jak Nowy Rok jasny i chłodny – cały roczek pogodny i płodny.
Nowy Rok nastaje, każdemu ochoty dodaje.

Najlepszego!