W piątek po pracy zabrałam dziecko na spacer po deptaku i starym mieście. Przejmująca wilgoć. Pośniegowe miasto sprawiające ponure wrażenie.


No i ten klimat się udziela.
Lekiem na smutki dziecko wchodzące w rolę superbohaterki.
Biega po domu w różowych rajtuzach na głowie i kocem zawiązanym niczym peleryna.
Spokojnej niedzieli.
Już bliżej, niż dalej, do wiosny. Już niedługo. Za sześć tygodni marzec. A marzec to nabrzmiałe pąki, krokusy i wiosenne porządki. Sześć tygodni da się przeżyć - zwłaszcza mając przy boku Superbohaterkę o słonecznym uśmiechu:-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło z zaśmieconej, szarej, ale cudnej w swej brzydocie Warszawy;-)
U nas też szaro i buro i czekam na tę wiosnę z utęsknieniem, wypatruję, dziś na spacerze widziałyśmy nieśmiało wyłaniające się ze skorupek bazie i krokusy,przebijające ziemię. Niestety zapowiadają jeszcze powrót zimy, blee. Ale w duszy już wiosna, taka pastelowa;-)).
OdpowiedzUsuńzupełnie nie widać tej smutnej zimy na Twoich zdjęciach! cudne kolory. myśl o wiośnie mnie także nie opuszcza...
OdpowiedzUsuń