
Jak bosko może być w domu doceniłam dzis próbując do niego wrócić po pracy.
Miasto stanęło. Drogi dojazdowe do miasta poblokowane.
Wszystkiemu winna nasza Wyżyna. Gdzie się człowiek obejrzy- tam górka. A na każdej zblokowany w poprzek autobus lub tir.
Snieg po kolana.
Przekonałam się, że w trzy godziny da się przejsć Lublin na piechotę.
Sytuacja powtarza się rok w rok a zawsze sprawiamy wrażenie zaskoczonych.
Każdy ma swoje problemy.
Kiedy ja maszerowalam i gniotłam w sobie przekleństwa (te najgorsze), mężulek pokornie siedział przez 2 godziny zamknięty w pociągu do Poznania, w lesie, kilometr od naszego domku. Jakie bylo jego zdziwienie gdy po tych 2 godzinach znów wrócili na dworzec główny w Lublinie;))))
Dodam tylko, że minęło 11 godzin a on dalej gdzies w polu, tym razem za Warszawą...
Bądź optymistą, Kochanie, ale za to jakie bałwany jutro będą!!!













































