poniedziałek, 29 listopada 2010

Domowe ciepełko



Jak bosko może być w domu doceniłam dzis próbując do niego wrócić po pracy.
Miasto stanęło. Drogi dojazdowe do miasta poblokowane.
Wszystkiemu winna nasza Wyżyna. Gdzie się człowiek obejrzy- tam górka. A na każdej zblokowany w poprzek autobus lub tir.
Snieg po kolana.
Przekonałam się, że w trzy godziny da się przejsć Lublin na piechotę.

Sytuacja powtarza się rok w rok a zawsze sprawiamy wrażenie zaskoczonych.

Każdy ma swoje problemy.
Kiedy ja maszerowalam i gniotłam w sobie przekleństwa (te najgorsze), mężulek pokornie siedział przez 2 godziny zamknięty w pociągu do Poznania, w lesie, kilometr od naszego domku. Jakie bylo jego zdziwienie gdy po tych 2 godzinach znów wrócili na dworzec główny w Lublinie;))))

Dodam tylko, że minęło 11 godzin a on dalej gdzies w polu, tym razem za Warszawą...


Bądź optymistą, Kochanie, ale za to jakie bałwany jutro będą!!!

sobota, 27 listopada 2010

piątek, 26 listopada 2010

Niezmiennie

od lat uważam, że w Polsce snieg powinien padać wyłącznie w tygodniu pomiędzy Wigilią a Nowym Rokiem.
Ale dziecku podoba się rozdeptywanie białego puchu i pojedyńcze płatki spadające z nieba prosto do oczu.





Wczoraj słyszałam rozmowę mojego dziecka z tatusiem.
A Ty napisałes list do Swiętego Mikołaja?
Nie.
To nie dostaniesz prezentu. Dostaną tylko ci, którzy napisali. Takie są zasady.

czwartek, 25 listopada 2010

Jeden dzień urlopu

Cudownie zrobić sobie wolne w srodku tygodnia. Bez planu. Gdzie nogi poniosą.
Poniosły do stadniny, do lasu, nad wodę.
Na koniec najedlismy się rosołu, chleba ze smalcem i schabowego z sosem z kurek.
Jestem szczęsliwa.















wtorek, 23 listopada 2010

Kilka

szklanych kuleczek, a zabawa na cały wieczór.

Co można z nimi zrobić.
Turlać, głaskać, zgubić, masować dłonie, masować stopki, zderzać, podrzucać, schować, znaleźć, liczyć, slizgać, przewrócić się, kulodrom.
Jako dziecko miałam takie trzy. Wypieszczone, wypolerowane, zawsze w kieszeni ze mną.

Kiedy zobaczyłam je w sklepie, nie zastanawiałam się długo nad zakupem.

niedziela, 21 listopada 2010

sobota, 20 listopada 2010

piątek, 19 listopada 2010

Szaro

Szaro jakoś.







czwartek, 18 listopada 2010

Kilka spraw.

Czy to już czas na pisanie listu do Swiętego Mikołaja?
My już napisałyśmy.
Damy mu czas, aby znalazł to, o czym marzymy.
Dziecko chce jo-jo. Ja chcę nowe kozaki.

W każdym sklepie już megaświątecznie. Rozbudzili i moje świąteczne apetyty. Wyobrażam więc sobie moją żywą choinkę, marzę o pieczonych piernikach, sałatce jarzynowej z majonezem, pierogach z kapustą z patelni i galarecie ze świńskich nóżek.
Drugi tydzień proszę męża o przyniesienie ozdób choinkowych z piwnicy.
Oczywiście bezskutecznie.




Zdjęcia z zeszlego roku.


Marzenia marzeniami. Tymczasem mamy jesień.


Nasza opiekunka do dziecka dalej zadziwia. Pani, prywatnie babcia 5 wnucząt, potrafi zrobić zabawki z niczego. Codziennie po przyjsciu do domu znajduję małe papierowe cudeńka. Trójwymiarowy teatrzyk z papieru xero, maski z wyciętymi oczami, lunety (kartka zwinięta w rulon), papierowe bukiety, wycinane ubranka dla lalek, dywany A4, mebelki z papieru, samochodzik z pudełka na sznurku. Przypomniała mi również smak dzieciństwa. Zupa "zacierka". Woda, ziemniaki, kluski kuleczki lepione z mąki i wody. Z masłem. Pamiętacie ją?

niedziela, 14 listopada 2010

:)

Kilka ostatnich dni dziecko spędziło w domu z babcią.

Byłam świadkiem, jak siadły do stoliczka rysować, wzięły kredki a dziecko mówi:
No to jedziemy z tym koksem!

Moje błyskawiczne spojrzenie na babcię i słyszę nieśmiałe:
To nie ja.....



sobota, 13 listopada 2010

Okolice Lublina

i szybki piątkowy spacer nad wodą.
Szybki, bo wiało aż uszy urywało, oczy łzawiły, włosy w kołtunach, piach w zębach.
Mężulek zrobił mi niespodziankę, przyjechał do pracy i porwał na szwendanie. Uroczy gest.



wtorek, 9 listopada 2010

Zaskoczenie.



Najwczesniejsze wspomnienia z dzieciństwa. Ilu letnie dziecko jest w stanie zapamiętać konkretne sytuacje, wydarzenia?

Dziecko bardzo mnie zaskoczyło.
Oglądałysmy w tv migawki o plażach, egzotycznym morzu.
Pomyslała i powiedziała: Nadzia była na plaży.
Wczoraj Nadzia z mamusią i tatusiem jeździła traktorami po.... hm... po...., nie wiem jak to się nazywa, i Nadzia się nudziła i chciała wracać.


Zaczęłam się smiać, że cos zmysla. Ale nie, nie zmyslała.
Dwu i pół letnie dziecko przypomniało sobie autentyczną sytuację sprzed roku.
Plaża, bo bylo to w Egipcie.
To były quady a nie traktory.
Nie pamiętała slowa pustynia.
I faktycznie chciała wracać do domu.

Miała wtedy 1,5 roku.

Próbuję sobie przypomnieć, co ja pamiętam z pierwszych lat życia.
Pamiętam gołębnik na podwórku, drewniane schody na klatce schodowej przedwojennej kamienicy, w której mieszkalismy wówczas. Odrapane sciany.
Kolekcję szklanych figurek u sąsiadki i jej córeczkę. Kaflowy piec i okrągły drewniany stół w naszym pokoju. Okno. Dużą dziurkę od klucza w drzwiach wejsciowych. Bolka i Lolka namalowanych na murze jednostki wojskowej. I tyle.
To muszą być wspomnienia 2-3 letniego dziecka, bo kiedy miałam 3 lata wyprowadzilismy się.
25 lat poźniej pojechalismy do starego domu. Wszystko wyglądało tak, jak pamiętalam. Było tylko znacznie mniejsze. Mityczne podwórko, miejsce gonitw, legendarnych odkryć, pierwszych przyjaźni okazalo się kilkumetrowym glinianym klepiskiem. Zakazany, lecz wymarzony gołębnik- górą przypadkowych, spróchniałych desek.

Jakie jest Wasze pierwsze wspomnienie?

niedziela, 7 listopada 2010



Wizyta Ukochanej Babci wiąże się zawsze z jakims ulubionym prezencikiem.

Wychodzę rano do pracy, dziecko w płacz. Tłumaczę, że muszę do pracy, muszę zarabiać pieniążki, aby kupić soczki, jogurciki i Swinki Peppy.
Dziecko odpowiada: Nie musisz, Babcia kupi.


Dzis Nadia wskazuje nam miejsca do siedzenia.
" To jest Mamowe, a to jest Nadziowe."

Mam

zaległosci, ale juz opowiadam.
Wyczekana impreza odbyła się. Mnóstwo pisku, biegania, szaleństwa.
Wiedźmy, wróżki, elfy, diabły, pszczoły zdominowały nasz dom. Sok jabłkowy lał się litrami.
5 kilogramów bigosu znikło w 5 minut. Rozgrzewalismy się grzanym winem z pomarańczami i cynamonem.
Wyglądało jakby huragan przeszedł. Ale warto było!







Zgodnie

z tradycją, każdego 1 listopada - w dniu Wszystkich Świętych odwiedzamy cmentarze, zapalamy znicze, modlimy się w intencji zmarłych.
Wieczorem tysiące zapalonych światełek robi niesamowite wrażenie!



piątek, 5 listopada 2010

Jakie

tajemnice kryją w sobie ogródki dzialkowe.
Oto co znalazlam.











Moja 2 i pół latka jest własnie po tescie kompetencyjnym trzylatów w przedszkolu.
Dla mnie ciekawe, zabawne i przydatne spotkanie.
Co się w skrócie okazalo.
Liczy do osiemnastu.
Dodaje do pięciu (na przykladzie grupek dzieci stojących w różnych miejscach).
Porównuje zbiory - większy, mniejszy.
Mówi zdaniami zlożonymi.
Zna imiona i nazwiska wszystkich dzieci w grupie.
Nie potrafi rysować postaci ludzkich, tylko dinozaury.
Nie zauważa zmiennosci pór roku.

Nie rozróżnia stron lewa-prawa. Wcale mnie to nie dziwi, przecież od dawna się mówi, że kobiety tak mają!

wtorek, 2 listopada 2010

Nuda, nuda

A wraz z anginą przyszła nuda...







Wczoraj po raz kolejny obejrzałam "Kapitana Corellego" na Jedynce.
Po raz kolejny spłakałam się jak bóbr. Jak on mógł tyle lat zwlekać?!?!
Uwielbiam Penelopę!
:)))