wtorek, 28 grudnia 2010

Bożonarodzeniowy Lublin



Mamo, urwałam to!

Dlaczego to urwałas?!

Bo dzieci tak mają.
Lubią czasem cos urwać.




Mamooooo, chooodź!

Nie mogę! Do czego ci jestem potrzebna?

Do przytulania.

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Gruszki w syropie



I choć święta oficjalnie zakończone, my świętujemy dalej. Mamy urlop.
Dojadamy śledzie w śmietanie, klopsa z jajkiem, suszoną kiełbasę, makowca.
W latach osiemdziesiątych moja babcia suszyla kiełbasę na kaloryferze. Twarda jak kamień, smakowała jakoś wyjątkowo.
Ta sucha kiełbasa obok czarnego kompotu z suszonych jabłek i wędzonych śliwek to jedno z pierwszych skojarzeń związanych ze świętami.

Odnalazłam u mamy w domu stare przepisy mojej babci Danuty. Babci już nie ma od 26 lat. Pracowała w fabryce, szyła buty. Dziadek również był szewcem. Przez wiele lat nosiłam skórzane buciki robione specjalnie dla mnie.
Z przejęciem oglądalam te żólte kartki.
Może macie ochotę na jej "Gruszki w syropie"?





Dostałam od męża drewnianego dziadka do orzechów. Spędzamy więc wieczór pod znakiem łupania orzechów laskowych. Praca zespołowa. Każdy zna swoje role. Jedni podają, inni rozgniatają. Jeszcze inni zjadają. Dla najmłodszej to debiut orzechowy.
Pytamy, jak smakują orzechy?
Jak drzewo.

sobota, 25 grudnia 2010

U Babci

I choćby nie wiem co, to cukierki na choince wiszą tylko przez pierwsze dwa dni.
Zawsze tak było.

Wesołych!

czwartek, 23 grudnia 2010

Zakupy nie zrobione, bigos nie ugotowany, prezenty nie zapakowane, sukienki nie uprasowane. Zawalam na całosci.
Własnie odebralismy dziecko ze szpitala, jakis rotawirus się do nas przyplątał. Mam nadzieję, że to TYLKO rotawirus. Bo tak do końca, to nie wiadomo.
Mawiają, że swięta to trzy tygodnie nerwów i trzy dni odpoczynku.
Ale czekamy bardzo na te trzy dni. Na trzy dni spokoju.











Kiedy we wtorek wróciłam po pracy na choince wisiały dwa grzybki- niespodzianki od opiekunki dziecka. Stare bombki. Bardzo mi się podobają, są takie jak lubię, nigdzie takich bym nie znalazła.

wtorek, 21 grudnia 2010

Spodziewałam

się tego pytania. Za 5 lat.
Padlo dzis. Z ust niespelna 3 latki.
Mamo, chcę psa. Kupisz?
Udalam, że nie slyszę.
Teraz w poplochu zbieram argumenty dlaczego nie.

Jakos za szybko to wszystko idzie. Za szybko.







Rodzinnie rozmawialismy o tym, co lubimy robić.
Wnioski Nadii:
Mamo, mój talent to skakanie. Twój to aparatowanie, a babci drutowanie.

niedziela, 19 grudnia 2010

W tym roku

wrócilismy do tradycji wysyłania PRAWDZIWYCH kartek z życzeniami swiątecznymi.
Prawdziwych, czyli zmuszających leniwego z natury człowieka do wyboru, zakupu, wypisania, narysowania, przylepienia i odstania swojego na poczcie. Znam takich, którzy z samego aktu stania przy okienku pocztowym potrafią czerpać przyjemnosć. Prawda, Saro?
My natomiast z przyjemnoscią wypisałysmy kartki. Godzina rysowania.
Magia swiąt.

No i tradycyjne pieczenie ciastek. Nie jest to moja dziedzina, ale co tam.
Przygotowałam składniki. Wyszłam z kuchni na 30 sekund! Gdy wróciłam dziecko zachłystywało się w chmurze mąki podrzucanej garsciami w górę. W kuchni masakra. Jak mawiają niektórzy - majtki opadają... Magia swiąt.





sobota, 18 grudnia 2010

No i się doczekałyśmy!

Czekałyśmy, czekałyśmy i się doczekałyśmy. Choinka ubrana i jeszcze pachnąca prawdziwą choinką stoi w naszym domku.
Stoi dzięki uprzejmosci Pana Sprzedającego który widząc babę z dzieckiem, sankami, zakupami i torebką zaproponował, że nam ją zaniesie pod drzwi.
Dziecko powiedziało Uwielbiam ubierać choinkę!!!
Jakos tak cudnie się zrobiło.
Miłego weekendu Wam życzymy!












piątek, 17 grudnia 2010

Szykujemy

się do jutrzejszego ubierania choinki.
Ozdoby przyniesione z piwnicy. Nowe światełka kupione.
Tylko choinki brak. Pojedziemy po nią jutro sankami. Autem za blisko, na piechotę za ciężko. Przyjedzie więc do nas triumfalnie na sankach.
W moim domu od zawsze ubieranie choinki to już był początek świętowania. Nigdy nie wytrzymalismy do 24 grudnia. Zawsze kilka dni wcześniej.

Marzy mi się kulig. Taki jak kiedyś.
Taki, jak kiedy byliśmy dziećmi.
Zakończony ogniskiem i kiełbaskami.
Futrzane czapy, kołnierze z lisów z łapkami i ogonami na kożuchach.
Wąsiaści panowie popijający wódeczkę z aluminiowych kieliszków i trzaskający mróz.
Pracownicze kuligi naszych rodziców organizowane z funduszu świadczeń socjalnych.
Czy rzeczywiście tak było? Czy tylko mi się przyśniło, a potem uwierzyłam, że tak bywało. Nie pamiętam.



poniedziałek, 13 grudnia 2010

Święto Światła

Nie, nie, niestety nie u nas. W Szwecji.
A wszystko, co szwedzkie jest fajne.
Przecież to tam mieszka moja młodsza siostrzyczka.

niedziela, 12 grudnia 2010

Czekoladowe fondue









Zastanawiałam się, jaką przyjemnosć przy sobocie sprawić dziecku. Czekoladowe fondue z owocami działa zawsze!:)
Mleczna czekolada, mleko, syrop pomarańczowy (sok z pomarańczy, aromat pomarańczowy) oraz powidła sliwkowe pomieszane w miseczce i podgrzane w kuchence mikrofalowej tworzą elastyczny czekoladowy krem rozkosznie oblepiający kawałki owoców. Kiwi, mandarynki, jabłka. Radosć dla dzieci i rodziców.
W wersji dla dorosłych polecam czekoladę, kawę rozpuszczalną i aromat pomarańczowy. Idealne do dojrzałych gruszek i bananów.
Podgrzewacz i małe swieczki. Atmosfera swiąteczna sama się robi!

sobota, 11 grudnia 2010

Dwa tygodnie do Świąt





Dzis sobota na sanki, lepienie bałwana i swiąteczne dekoracje.
Spróbujemy cos choinkowego wydziergać na szydełku. Ale spróbujemy to dobre okreslenie.
Okres przedswiąteczny to wyjątkowy czas. Lubię, lubię.

piątek, 10 grudnia 2010

czwartek, 9 grudnia 2010

Czwartek











Leżymy sobie w łóżeczku, drapiemy się po pleckach, oglądamy w telewizji Pingu.
Po prostu zwykły czwartkowy wieczór.
Podpatrzyłam na blogach Ewy i Delie, Mamsan i Mai, Małgorzaty piękne zdjęcia swiątecznych mandarynkowych lampek. Spróbowałam i ja.
Kilogramowa siatka mini-mandarynek w chwilę znikła w mini-brzuszku mini-dziecka!

wtorek, 7 grudnia 2010

niedziela, 5 grudnia 2010

Minus 16

Niedziela. 7 rano. Tylko ja i trzech wyprowadzaczy psów.
Zzzzimno.













Archiwum bloga