
I choć święta oficjalnie zakończone, my świętujemy dalej. Mamy urlop.
Dojadamy śledzie w śmietanie, klopsa z jajkiem, suszoną kiełbasę, makowca.
W latach osiemdziesiątych moja babcia suszyla kiełbasę na kaloryferze. Twarda jak kamień, smakowała jakoś wyjątkowo.
Ta sucha kiełbasa obok czarnego kompotu z suszonych jabłek i wędzonych śliwek to jedno z pierwszych skojarzeń związanych ze świętami.
Odnalazłam u mamy w domu stare przepisy mojej babci Danuty. Babci już nie ma od 26 lat. Pracowała w fabryce, szyła buty. Dziadek również był szewcem. Przez wiele lat nosiłam skórzane buciki robione specjalnie dla mnie.
Z przejęciem oglądalam te żólte kartki.
Może macie ochotę na jej "Gruszki w syropie"?


Dostałam od męża drewnianego dziadka do orzechów. Spędzamy więc wieczór pod znakiem łupania orzechów laskowych. Praca zespołowa. Każdy zna swoje role. Jedni podają, inni rozgniatają. Jeszcze inni zjadają. Dla najmłodszej to debiut orzechowy.
Pytamy, jak smakują orzechy?
Jak drzewo.