


Leżymy sobie w łóżeczku, drapiemy się po pleckach, oglądamy w telewizji Pingu.
Po prostu zwykły czwartkowy wieczór.
Podpatrzyłam na blogach Ewy i Delie, Mamsan i Mai, Małgorzaty piękne zdjęcia swiątecznych mandarynkowych lampek. Spróbowałam i ja.
Kilogramowa siatka mini-mandarynek w chwilę znikła w mini-brzuszku mini-dziecka!
Home sweet Home;-)czyli ciepłe, magiczne grudniowe chwile, a z lampionami to my poszłyśmy dziś dalej i zaszalałyśmy z pomarańczowymi, efekt, chyba jeszcze lepszy. A plasterek na nóżce N. to coś poważnego, czy też jest z tych przeczulonych;-), bo moje dziewczyny czasem na małą krosteczkę po komarze kazały sobie nalepiać;-)
OdpowiedzUsuń:)) Mini drzazga w mini pięcie.
OdpowiedzUsuńAle powszechnie wiadomo, że nalepienie plasterka leczy wszelkie choroby. Miejscowo i ogólnie.
ciepłe te twoje zdjęcia, aż miło popatrzeć :)
OdpowiedzUsuń