wtorek, 19 kwietnia 2011



Komentarz dziewczyn z bloga majaizgraja zamieszczony pod poprzednim postem podsunął mi pewien pomysł. Napiszę o moim dziadku. Zmarł kiedy miałam 9 lat.
Urodzony w Urzędowie pod Lublinem w roku 1926. W rodzinie chłopskiej. W tamtym okresie Urzędów miał 3600 mieszkańców. Jeden z sześciorga rodzeństwa. Nie znam ich losów, prawdopodobnie żyje tylko jedna z sióstr. Najmłodsza. Kiedy wyszukuję nazwisko na necie, okazuje się, że do dziś mieszkają ich dzieci. Wnukowie? Nie znamy się, nigdy się nie spotkaliśmy.

Jako małe dziecko tylko kilka razy byłam w domu rodzinnym mojego dziadka. Raz nawet tam nocowałam. Niewielki dom z drewnianych bali, malowany na niebiesko. Małe drewniane okienka. Zółte resztki firanek. Sień z klepiskiem. Bez podłogi. Progi z bali. Dwie izby. Biały piec z fajerkami. Duże, rzeźbione, drewniane łóżko z gęsią pierzyną tak grubą i gorącą, że już nigdy potem takiej nie widziałam. I już nigdy więcej pod taką nie spałam. Są jeszcze takie? Drewniany stół pod oknem, Trybuna Ludu zamiast obrusa. Konserwa na stole. Drewniany stołek.
Nie wiem, czy dom jeszcze stoi. Raczej mało prawdopodobne.

Kilka lat temu wybraliśmy się do Skansenu Lubelskiego. Patrzymy z mamą i uśmiechamy się w jednym momencie.

Chałupa z Urzędowa zbudowana w 1784 roku. Drewniane bale, malowana na niebiesko, klepisko, piec, małe okna. Ta pewnie duża starsza niż dzadkowa, ale jakoś ciepło na sercu.
Zdjęcie zrobiłam kilka dni temu.
A pisząc to znalazłam przypadkowo stronkę jakiegoś lokalnego pasjonata, który, prawdopodobnie na podstawie ksiąg parafialnych, stworzył proste drzewa genealogiczne rodzin urzędowskich. Naszej również. Jest i moja mama.

"Dziewczyna spod Lublina" Zofia Maliszewska

Jestem sobie dziewczyna,
Spod samego Lublina.
Jak to sami widzicie
Wstaje rano, o świcie.
Lubie bardzo porządek,
Zaraz zrobie obrządek.

Bo ja jestem dziewczyna
Spod samego Lublina

Cztery krówki wydoje
I cieliczki napoje,
A kotkowi dam mleka,
Bo przy misce już czeka.
Jak upiekę ja ciasta,
Mówią wszyscy, że z miasta.

A ja jestem dziewczyna
Spod samego Lublina.

W ręku praca się miga,
Bo ja jestem jak fryga.
Czasu nigdy nie marnuje,
Agrochemię studiuje.
Traktorem sama orze,
A siewnikiem sieje zboże.

A ja jestem dziewczyna
Spod samego Lublina.

6 komentarzy:

  1. Bardzo lubię takie historie rodzinne, drążyć, wypytywać, im jestem starsza, tym więcej chcę wiedzieć, takie poszukiwanie własnej tożsamości. Jak mocno takie obrazki z dzieciństwa pozostają w pamięci. Pierzyn już chyba takich nie produkują, ale moja babcia ma taką jeszcze, kiedy byłam mała zawsze pod nią spałam, a rano całe pierze było w nogach;-). Patrząc na Twoje zdjęcie od razu nasuwa mi się wiersz J. Twardowskiego "Jak daleko odszedłeś..."

    OdpowiedzUsuń
  2. Taaaak! Pierzyna gruba na kilkadziesiąt centymetrów, a człowiek spał pod samą poszwą.

    OdpowiedzUsuń
  3. No to jak? jesteś taka dziewczyna z Lublina:-)?

    OdpowiedzUsuń
  4. W naszym Skansenie jest chata należąca do mojej rodziny :) Fajnie tak poczuć więzi ze swoimi przodkami - i miło wspominać takie historie :) Chata moich dziadków - wypisz wymaluj, jak Twojego dziadka (Lubelszczyzna to jednak region tych bielonych lub błękitnych chat)- spędzałam tam każde wakacje w dzieciństwie..
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Polala - niestety, ja już pełną gębą miastowa.
    Ale... czasem sobie myślę jakby tak wszystko w cholerę rzucić...;)))

    Elle, Krajanko! Swój swojego zrozumie!:))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tez bardzo lubie takie stare rodzinne historie, im jestem starsza tym lubie jeszcze bardziej... :-) M

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga