Podobały mi się dwie rzeczy - zdjęcia na wystawie oraz zabawy z całymi wycieczkami dzieci - nauka kaligrafii i origami. Ja nie składałam (szkoda, szkoda), ale zabrałam sobie do domu dwa papierowe kwiaty porzucone przez dzieciaki po zrobieniu. Mam na pamiątkę.
Był też Wawel...

I Kazimierz.
Jakąogromną radość mi zrobiłaś tym postem! Bo ja krakowianka....i tęsknię straszliwie...moje miejsca :) Dziękuję... :)
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę! To tak na szybko, bo dopiero w nocy wróciliśmy. Z taką motywacją - poszukam więcej...;)))
OdpowiedzUsuńBardzo fajne są takie egzotyczne miejsca. Chętnie wracam do tego co japońskie. Uczyłam się przez rok na studiach tego języka. Mam do dzisiaj zeszyty i książki. te z Twoich zdjęć są cenniejsze i piękniejsze. No i nie opanowałam origami.
OdpowiedzUsuńStare kirkuty mają w sobie coś tajemniczego, Twoje zdjęcia świetnie to oddają. A do muzeum chętnie bym też zawitała:-).
OdpowiedzUsuńNa Twoich zdjęciach Kraków staje się piękny, taki... świeży. Nie wiem, czy to dobre określenie, ale właśnie ono przychodzi mi na myśl :-)
OdpowiedzUsuńBo widać tylko małe kawałeczki miasta ;)
OdpowiedzUsuńa te ptaszki to tylko ozdoba? kojarzą mi się z dzbanuszkami :)
OdpowiedzUsuńTo były dzbanuszki.
OdpowiedzUsuńkiedys chodziłyśmy tam z Julka często, były min kursy ceremoniału parzenia herbaty, czytanie japońskich bajek Zen, a ja najmilej wspominam picie herbaty z widokiem na Wisłe i Wawel......, miło się czyta i ogląda :), piekne zdjecia :)
OdpowiedzUsuńChetnie odwiedzilabym to muzeum, lubie takie rzeczy tak samo jak lubie Krakow, Kazimierz i dzisiejsze zdjecia, fajne... M
OdpowiedzUsuńDziękuję serdecznie!
OdpowiedzUsuń