sobota, 21 maja 2011

Dzięki Mai, na której blogu przeczytałam o Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, przy okazji wizyty w Krakowie odwiedziliśmy to miejsce.
Podobały mi się dwie rzeczy - zdjęcia na wystawie oraz zabawy z całymi wycieczkami dzieci - nauka kaligrafii i origami. Ja nie składałam (szkoda, szkoda), ale zabrałam sobie do domu dwa papierowe kwiaty porzucone przez dzieciaki po zrobieniu. Mam na pamiątkę.



















Był też Wawel...












I Kazimierz.
















11 komentarzy:

  1. Jakąogromną radość mi zrobiłaś tym postem! Bo ja krakowianka....i tęsknię straszliwie...moje miejsca :) Dziękuję... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę! To tak na szybko, bo dopiero w nocy wróciliśmy. Z taką motywacją - poszukam więcej...;)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajne są takie egzotyczne miejsca. Chętnie wracam do tego co japońskie. Uczyłam się przez rok na studiach tego języka. Mam do dzisiaj zeszyty i książki. te z Twoich zdjęć są cenniejsze i piękniejsze. No i nie opanowałam origami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Stare kirkuty mają w sobie coś tajemniczego, Twoje zdjęcia świetnie to oddają. A do muzeum chętnie bym też zawitała:-).

    OdpowiedzUsuń
  5. Na Twoich zdjęciach Kraków staje się piękny, taki... świeży. Nie wiem, czy to dobre określenie, ale właśnie ono przychodzi mi na myśl :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo widać tylko małe kawałeczki miasta ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. a te ptaszki to tylko ozdoba? kojarzą mi się z dzbanuszkami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To były dzbanuszki.

    OdpowiedzUsuń
  9. kiedys chodziłyśmy tam z Julka często, były min kursy ceremoniału parzenia herbaty, czytanie japońskich bajek Zen, a ja najmilej wspominam picie herbaty z widokiem na Wisłe i Wawel......, miło się czyta i ogląda :), piekne zdjecia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chetnie odwiedzilabym to muzeum, lubie takie rzeczy tak samo jak lubie Krakow, Kazimierz i dzisiejsze zdjecia, fajne... M

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga