sobota, 3 grudnia 2011

Ale nas dziś naszło. Na bigos. Prawdziwy. Pachnący świętami.

Wiaderko kapusty kiszonej, kilogram mięsa, kilogram kiełbasy, dużo ziaren jałowca, dużo liści laurowych.
Obowiązkowo suszone borowiki. Obowiązkowo śliwki. Ideał - wędzone. Realnie - suszone. I pół butelki czerwonego wina.
No i stoję pół dnia przy garze. Cztery kilogramy bigosu spokojnie sobie popierduje na ogniu. Jeszcze powtórka jutro.

Zachęciłam Was? :))

7 komentarzy:

  1. Oj, zachęciłaś :-))
    Ślinka cieknie :-))

    OdpowiedzUsuń
  2. na pierwszy rzut oka,pomyślałam,że to miseczka granoli;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachecilas??? Ty mnie tym postem zabilas!!! U mnie wlasnie 23:20, ja glodna jak sarna na diecie (ostatnia przegryzke mam tak do ok 21:00, a obiad jadam o 16:00), i teraz siedze i slucham burczenia mojego zoladka, a Ty mi tu z bigosem!!!! O matko, jak ja dawno nie jadlam prawdziwego, domowego bigosu!!! Kilka lat juz bedzie, chyba z 7!!
    Sline teraz wycieram z kostek!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tak, po wczorajszej słodkiej sobocie zjadałabym takiego kwaśnego bigosiku. Pamiętam Twój ubiegłoroczny post z bigosem halloweenowym :-), po nim zrobiłam swój pierwszy w życiu bigos :-), wyszedł wyśmienicie i teraz robię go dość często przy różnych okazjach, koniecznie z suszonymi śliwkami i czerwonym winem, czasem tylko zapominam o grzybkach :-). Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zrobiłaś... ogromnego smaka. Dawno bigosu nie jadłem, bo po operacji nie pozwolili. Ale myślę, że już mógłbym, dlatego ugotuję sobie :)
    Poproszę o jakiś szczegółowszy przepis :)

    OdpowiedzUsuń
  6. I do not often leave a comment..but I visit your blog often and love your beautiful photos. Happy Christmas to you and your little Angel..and all your loved ones. Thank you for the beauty you share!

    OdpowiedzUsuń