czwartek, 1 marca 2012

Nocne zapalenie ucha. Poranna wizyta u osiedlowego pediatry. Wszystko śmierdzi roztopionym śniegiem i mokrymi psimi kupami. Spóźniłam się do pracy godzinę. Dyrektor palący papierosa przy wejściu powitał mnie uśmiechem.
Nie wolno się spóźniać? Nie wolno palić! pomyślałam sobie.

Powoli zamieniam się chodzącego arbuza. Kupiłam dziś dwupak smoczków uspokajaczy Avent i patrzyłam na nie radośnie z pół godziny.

7 komentarzy:

  1. Ale że co, że jaaaak w 'chodzącego arbuza'?

    To znaczy się - Didzia w drodze ? :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapalenie ucha - paskudna sprawa :(
    I racja - widok po zejściu śniegu ( i zapach też) nie napawa optymizmem. Ja tonę w błocie codziennie przed domem... Trzeba przeczekać, aż obeschnie i brudy zarosną soczystą zielenią!
    Pozdrawiam i udanego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja marzę o utonięciu w SWIOIM błocie, a nie wspólnym, spółdzielczym... ;)

      Usuń
  3. naprawdę arbuz? pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie, nie? U nas niedawno pojawił się koszyk dla Dzidziusia i wciąż na niego zerkam - sprawia, że mimo strachu uśmiecham się i rozczulam :) To będzie wielka, nowa przygoda!

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga