niedziela, 25 marca 2012

Od kilku dni do snu zamiast klasycznych bajek wymyślamy sobie historyjki na zadany temat.
Najpierw ja, potem dziecko.
Ja dziś dostałam temat - miodowe ciasteczka.
Dziecko- historia czarnej, szklanej kulki.
Ja się wywiązałam, dziecko było zbyt zmęczone ;)

Walczę z ciążową ochotką na pasztet. Szary, mazowiecki, ze szklanego słoika. Naszło mnie godzinę temu i przejść nie chce.

Bo skąd ja teraz pasztet mazowiecki wezmę.



Jutro wylewamy fundamenty.

4 komentarze:

  1. Po pasztet najlepiej na stację benzynową.
    Ja tam zawsze latałam jak mnie nachodziły ciążowe ochotki.
    Wielki dzień jutro. Wzruszająca to chwila. Fundamenty. Ja byłam ciężko wzruszona :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na naszej stacji tylko hot dogi...

    OdpowiedzUsuń
  3. Pasztet powiadasz, to zawsze zdrowsze niż frytki z Mcdonalda ;-).
    Fundamenty poważna sprawa, trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki za pasztek ... :-) i powodzenia ogolnie zycze nie tylko z fundamentami ale z cala budowa ...! M

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga