
Jak bosko może być w domu doceniłam dzis próbując do niego wrócić po pracy.
Miasto stanęło. Drogi dojazdowe do miasta poblokowane.
Wszystkiemu winna nasza Wyżyna. Gdzie się człowiek obejrzy- tam górka. A na każdej zblokowany w poprzek autobus lub tir.
Snieg po kolana.
Przekonałam się, że w trzy godziny da się przejsć Lublin na piechotę.
Sytuacja powtarza się rok w rok a zawsze sprawiamy wrażenie zaskoczonych.
Każdy ma swoje problemy.
Kiedy ja maszerowalam i gniotłam w sobie przekleństwa (te najgorsze), mężulek pokornie siedział przez 2 godziny zamknięty w pociągu do Poznania, w lesie, kilometr od naszego domku. Jakie bylo jego zdziwienie gdy po tych 2 godzinach znów wrócili na dworzec główny w Lublinie;))))
Dodam tylko, że minęło 11 godzin a on dalej gdzies w polu, tym razem za Warszawą...
Bądź optymistą, Kochanie, ale za to jakie bałwany jutro będą!!!
Hmm a u nas wieje arktyczny wiatr, wręcz przeszywający na wylot, ale śniegu ani grama, być może jak się jutro obudzimy to się zdziwimy, ale jakoś nie tęsknię, wolałabym żeby padał obficie podczas świąt. A domowe ciepełko po takich zimowych perypetiach - bezcenne;-). Pozdrawiamy, trzymajcie się ciepło!!!
OdpowiedzUsuńzima zawsze zaskakuje :D
OdpowiedzUsuńJakie urocze stópki w pasiastych skarpetkach!
OdpowiedzUsuńU mnie w garażu popsuły się platformy, nie da się wcale wyjechać, więc mam problem korków z głowy :)
Piękne skarpy:) i nie uwierzysz, ale wczoraj Alka stała się szczęsliwa posiadaczką podobnych, tyle ze inne kolory mają :D
OdpowiedzUsuńMiłego dnia:)