wtorek, 24 maja 2011









Na osiedlowym placu zabaw postawili nam stół. Pingpongowy! Ale czad! I ja, i mąż, i teść i reszta rodziny wszyscy od zawsze pykali. Teraz pyka i nasze dziecko, choć to dopiero trudne początki.

9 komentarzy:

  1. Swietna zabawa, nie gralam wiele lat a kiedys bylam w tym nawet dosyc dobra... :-) tez myslalam o czyms takim u nas na strychu albo w ogrodzie, moze jeszcze kiedys bedzie to tez sobie bedziemy tak beztrosko pykac... :-) Pozdrawiam. M

    OdpowiedzUsuń
  2. trudne początki ale tylko przez chwilę ;)

    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaa pamiętam "ping-ponga",głównie z kolonii:-). Jak Ci się udało tak idealnie odprasować tę kokardę na bluzce, mamy taką samą, zawsze się staram, ale takiego efektu nie uzyskałam ;-).

    OdpowiedzUsuń
  4. Popykać mówisz?
    Ok.
    Pykałam ostatnio z dziećmi na nartach w ramach odpoczynku po tych że :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mamsan, i na zwykłym stole można, dla chcącego nic trudnego. Kiedyś wujek zrobił nam wakacyjny stół na działce z dużego kawałka dykty, i też zabawa była doskonała.

    Kokarda jeszcze nie prasowana, ale skoro już wiem, że to obszar szczególnego ryzyka - zachowam ostrożność...;))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio w pingponga pykałam chyba w podstawówce. Na przerwie przez złączone ławki :)
    A zdjęcie dymiącej zupy w poprzednim poście - mistrzowskie!

    OdpowiedzUsuń
  7. fajna zabawa, chociaż ja mam zeza, dwie lewe ręce i totalny brak "cela";) świetne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny raz oglądam te zdjęcia - strrrasznie mi się podobają. Kolory, ujęcia i temat - aż się wierzyć nie chce, że to osiedlowe podwórko, a nie film W. Allen'a :-). Prawdziwa przyjemność dla oka!

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga