czwartek, 30 czerwca 2011

Ostatni dzień czerwca.

I następny miesiąc uciekł.

Przyszedł mi nowy rower, najprawdziwszy holender. Z prawdziwą holenderską rdzą ;)) Cały wieczór skręcaliśmy go z sąsiadami. Nie działa dynamo, reszta super.
Niezła impreza dziecięca się z tego zrobiła. Pisk i ganianie. Testowe jazdy i hulajnoga.
Jeszcze jutro odebrać zamówiony fotelik rowerowy dla Nadii i na ścieżki!

6 komentarzy:

  1. I wiklinowy koszyk z przodu na tulipany :-) mmm... moje marzenie, z niecierpliwością czekam na zdjęcia z Waszej pierwszej rowerowej wyprawy.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Nowy" powinno być w cudzysłowie.
    Co Ty, z pierwszej rowerowej wyprawy to zdjęć nie będzie, bo będę piernikowała, aby jakoś ujechać, ujechać z dzieckiem z tyłu, i jeszcze krzywdy jej nie zrobić. Kłopot z rowerami jest taki, że nie ma w nich miejsca na aparat.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój brat pracuje w holenderskiej fabryce rowerów:-) i jak są jakieś cudeńka z lekką wadą, tzn. krzywo nalepioną nalepką - to są miażdżone i na złom:-(. Ale widocznie to bardziej się opłaca niż sprzedaż po niższych cenach.Udanych wypraw rowerowych! U nas w izraelskim mieście nie ma nawet ścieżek rowerowych a rowerzystów przez cały mój pobyt widziałam może z trzech.

    OdpowiedzUsuń
  4. a gdzie rower? :) taki rower to musi mieć duszę :) czekam aż ją pokażesz

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. A to poproszę zdjęcie holendra.
    Holender być musi z dynamo lub bez. Czekam zatem czekam :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam dziś po koszyk do rowerka, niestety nie ma. Wykupione.
    Pan powiedział, że po reklamie Cisowianki rowery a szczególnie koszyki idą jak ciepłe bułeczki. Zaintrygował mnie. Aż obejrzałam na youtube.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga