piątek, 23 marca 2012



Aż głowa boli od tego zamartwiania się, czy wszystko nam wyjdzie tak, jak chcieliśmy.

niedziela, 18 marca 2012





Co tam na wschodzie słychać? A no samo dobre.
Beżowo. Z elementami błękitu nieba.





czwartek, 15 marca 2012



Pierwszy baran, drugi baran. Spać nie mogę.
Trzeci baran, czwarty baran, oglądam cienie na suficie.
Piąty baran, szósty baran, minęła pierwsza bezsenna godzina.
Siódmy baran, ósmy baran, pierwszy dzień zwolnienia lekarskiego.
Dziewiąty baran, dziesiąty baran, koniec aktywności zawodowej. I co ja teraz będę robiła całymi dniami.
Jedenasty baran, dwunasty baran. Wiem, nareszcie się wyśpię. Na zapas.
Trzynasty baran, czternasty baran. No, jasne. Właśnie widzę.
Piętnasty baran, minęła kolejna godzina. Wszystkie problemy w myślach gruntowne rozważyłam. Te prawdziwe i te drugie.
Dwudziesty pierwszy baran, nareszcie świta, wszystkie barany policzone, mogę wszystkich budzić. WSTAWAĆ DROGIE PANIE!

wtorek, 13 marca 2012

Dziś płakałam jak bóbr. Chwilę później zarykiwałam się ze śmiechu.
Pokłóciłam się z mężem, nakrzyczałam na dziecko. Wyznałam im bezgraniczną miłość 5 minut wcześniej. Nic mi nie smakuje. Ale opycham się wszystkim. Kupiłam białą kołyskę.



Kiedy poznałam mojego obecnego męża, był przekonany że mówi się dreptak. Od dreptania. Wczoraj dziecko opowiadało, że w przedszkolu jadło chrupnik. Wiadomo. Od chrupania!

niedziela, 11 marca 2012

23 tydzień ciąży. Wyraźnie czuję ruchy dziecka. Zabawne uczucie.



Miałam dziś ciężki dzień. Dzień pełen ciężkiej zabawy, powiedziała moja Nadzia usypiając.

sobota, 3 marca 2012



Wygrzać kości w wiosennym słońcu... przyjemne.

czwartek, 1 marca 2012

Nocne zapalenie ucha. Poranna wizyta u osiedlowego pediatry. Wszystko śmierdzi roztopionym śniegiem i mokrymi psimi kupami. Spóźniłam się do pracy godzinę. Dyrektor palący papierosa przy wejściu powitał mnie uśmiechem.
Nie wolno się spóźniać? Nie wolno palić! pomyślałam sobie.

Powoli zamieniam się chodzącego arbuza. Kupiłam dziś dwupak smoczków uspokajaczy Avent i patrzyłam na nie radośnie z pół godziny.

piątek, 24 lutego 2012









Jestem perfekcyjną panią domu.
Perfekcyjnie przypalam wszystkie garnki.
Konsekwentnie i ostatecznie.
Dziś też na takiego jednego trafiło. Jestem recydywistką. Nie dość, że garnek, to spaliłam popcorn w mikrofali.

czwartek, 23 lutego 2012



Gdzieś pomiędzy doniesieniami medialnymi o nowej torebce Grycanek, migającym widokiem prześwitującego stanika kogoś tam na Pudelku a kolejną zgagą ciążową, pomiędzy zlewem zmywania a zeskrobywaniem psiej kupy z kozaczka dziecka, pomiędzy rozmyślaniem dlaczego znów kaszle a czy zdążę jutro na 7, pomyślałam sobie że mam fajne życie i że jestem bardzo szczęśliwa, że to będzie dziewczynka.

niedziela, 19 lutego 2012





My dalej zasypani, w śnie zimowym.

poniedziałek, 13 lutego 2012












Cieszymy się bielą i tak się przyzwyczailiśmy do tych minus 20 stopni, że nawet ich nie czujemy ;)

poniedziałek, 6 lutego 2012



Ostatnie tygodnie to lekcja pokory i cierpliwości. I dyplomacji w kontaktach z urzędnikami wydziału budownictwa.
A ja pielęgnuję swoje marzenia. O białej drewnianej podłodze, o wyjściu z sypialni na taras, o kawie wypijanej w ogrodzie i o tej moreli, o której Wam już kiedyś opowiadałam.

niedziela, 15 stycznia 2012



No, nareszcie!







No i jak tu się nie cieszyć!

niedziela, 18 grudnia 2011

Nie jest możliwe kupić wielkie prezenty dla każdego. Choć pewnie by się chciało. W tym roku pod wigilijną choinką położymy małe paczuszki. Małe, ale urocze. Mus z czarnego bzu, wiśnie w amaretto, śliwki z rumem, gruszki z wanilią. I koniecznie dekorowane czekoladki.







czwartek, 15 grudnia 2011

Budujemy atmosferkę.




środa, 14 grudnia 2011

Popatrzcie, no tylko popatrzcie na tego dwumiesięcznego marsa na czole!





Od rana radio bombarduje mnie świątecznymi piosenkami. Choinka już ubrana. Tak. Nareszcie poczułam magię świąt.

poniedziałek, 12 grudnia 2011







A Warszawa powitała mnie wszystkimi odcieniami szarości.

wtorek, 6 grudnia 2011

Byłam bardzo niegrzeczną dziewczynką w tym roku.
Mikołaj do mnie nie przyszedł.
Zapomniał o mnie. Buuu...

sobota, 3 grudnia 2011

Ale nas dziś naszło. Na bigos. Prawdziwy. Pachnący świętami.

Wiaderko kapusty kiszonej, kilogram mięsa, kilogram kiełbasy, dużo ziaren jałowca, dużo liści laurowych.
Obowiązkowo suszone borowiki. Obowiązkowo śliwki. Ideał - wędzone. Realnie - suszone. I pół butelki czerwonego wina.
No i stoję pół dnia przy garze. Cztery kilogramy bigosu spokojnie sobie popierduje na ogniu. Jeszcze powtórka jutro.

Zachęciłam Was? :))

czwartek, 1 grudnia 2011



Opiekuję się chorym dzieckiem.
O wszystkim zapominam. Robota leży i czeka.
Wyszłam dziś do kiosku po doładowanie telefonu, wróciłam z siatą nieplanowanych zakupów. Bez doładowania.
Nie podałam syropów.
Kanapkę z rzodkiewką posypałam cukrem.

I obejrzałam świetny film Taiki Waititiego. Reżysera, scenarzysty i jednego z głównych bohaterów filmu "Boy". O chłopcu, który mieszka w Nowej Zelandii i uwielbia Michaela Jacksona. I nie tylko. Polecam.