niedziela, 7 listopada 2010

Mam

zaległosci, ale juz opowiadam.
Wyczekana impreza odbyła się. Mnóstwo pisku, biegania, szaleństwa.
Wiedźmy, wróżki, elfy, diabły, pszczoły zdominowały nasz dom. Sok jabłkowy lał się litrami.
5 kilogramów bigosu znikło w 5 minut. Rozgrzewalismy się grzanym winem z pomarańczami i cynamonem.
Wyglądało jakby huragan przeszedł. Ale warto było!







11 komentarzy:

  1. wow
    musiało być fantastycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Było;) Rewelacyjnie wypadła mała czarownica. Ta najmniejsza z najmniejszych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak ta najmniejsza czarownica jest boska ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. A jej imię to Zofia.
    Uwielbiam ją.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale fajna zabawa i swietne kreacje dziewczynek, a jezeli przeszedl huragan to dobry znak, ze zabawa na pewno byla udana...:-) bigos uwielbiam

    Pozdrawiam. M

    OdpowiedzUsuń
  6. Super impreza, trzeba trenować przed karnawałem.

    OdpowiedzUsuń
  7. świetna ta Wasza tradycja!!!musiało być fantastycznie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też jestem fanką bigosu. Swojskiego. Jedna z niewielu potraw, której gotowanie sprawia mi przyjemność. Tradycyjny, dwa dni gotowany, z suszonymi śliwkami i winem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Justyś, wyciskaj tego swojego kawalera, jak podrośnie - to już za rok zatańczy na naszym Halloween!

    OdpowiedzUsuń
  10. heh, milutko:)póki co to kolana ściskam:)ale zauważyłam niezwykłe podekscytowanie, kiedy mu o tym zaproszeniu powiedziałam;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fantastyczne kostiumy, widać po minach, że impreza się udała. A moje ulubione zdjęcie, to blond czupryna z kucykami.

    OdpowiedzUsuń