Wyczekana impreza odbyła się. Mnóstwo pisku, biegania, szaleństwa.
Wiedźmy, wróżki, elfy, diabły, pszczoły zdominowały nasz dom. Sok jabłkowy lał się litrami.
5 kilogramów bigosu znikło w 5 minut. Rozgrzewalismy się grzanym winem z pomarańczami i cynamonem.
Wyglądało jakby huragan przeszedł. Ale warto było!



wow
OdpowiedzUsuńmusiało być fantastycznie :)
Było;) Rewelacyjnie wypadła mała czarownica. Ta najmniejsza z najmniejszych.
OdpowiedzUsuńTak ta najmniejsza czarownica jest boska ;-)
OdpowiedzUsuńA jej imię to Zofia.
OdpowiedzUsuńUwielbiam ją.
Ale fajna zabawa i swietne kreacje dziewczynek, a jezeli przeszedl huragan to dobry znak, ze zabawa na pewno byla udana...:-) bigos uwielbiam
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. M
Super impreza, trzeba trenować przed karnawałem.
OdpowiedzUsuńświetna ta Wasza tradycja!!!musiało być fantastycznie:)
OdpowiedzUsuńJa też jestem fanką bigosu. Swojskiego. Jedna z niewielu potraw, której gotowanie sprawia mi przyjemność. Tradycyjny, dwa dni gotowany, z suszonymi śliwkami i winem.
OdpowiedzUsuńJustyś, wyciskaj tego swojego kawalera, jak podrośnie - to już za rok zatańczy na naszym Halloween!
OdpowiedzUsuńheh, milutko:)póki co to kolana ściskam:)ale zauważyłam niezwykłe podekscytowanie, kiedy mu o tym zaproszeniu powiedziałam;)
OdpowiedzUsuńFantastyczne kostiumy, widać po minach, że impreza się udała. A moje ulubione zdjęcie, to blond czupryna z kucykami.
OdpowiedzUsuń