Prawdziwych, czyli zmuszających leniwego z natury człowieka do wyboru, zakupu, wypisania, narysowania, przylepienia i odstania swojego na poczcie. Znam takich, którzy z samego aktu stania przy okienku pocztowym potrafią czerpać przyjemnosć. Prawda, Saro?
My natomiast z przyjemnoscią wypisałysmy kartki. Godzina rysowania.
Magia swiąt.
No i tradycyjne pieczenie ciastek. Nie jest to moja dziedzina, ale co tam.
Przygotowałam składniki. Wyszłam z kuchni na 30 sekund! Gdy wróciłam dziecko zachłystywało się w chmurze mąki podrzucanej garsciami w górę. W kuchni masakra. Jak mawiają niektórzy - majtki opadają... Magia swiąt.

Prawda, prawda.
OdpowiedzUsuńMy robiliśmy kartki sami, pokój wówczas przypominał zapewne Twoją kuchnię.
ciasteczka z takim pomocnikiem to na pewno się udały :)
OdpowiedzUsuńpiękne to światło na pierwszym zdjęciu
pozdrawiam ciepło :)
A dziękuję, starałam się, starałam...
OdpowiedzUsuńW ubiegłym roku w przedszkolu starszej M. panie robiły własnoręcznie kartki i sprzedawały za "co łaska" na cele przedszkola, plusem było to, że były już z kopertą i znaczkiem, tak, że poczta odpadała. A ciasteczka, co tam bałagan, skoro radość na pewno ogromna, nasze pierniki już "kruszeją", dziś zamierzamy je polukrować i udekorować.
OdpowiedzUsuńJa staram się co roku wysyłać kartki do znajomych i rodziny, lubię to, lubię pamiętać :-)
OdpowiedzUsuńChoć wielu moich znajomych postanowiło być eko i wysyłać tylko kartki wirtualne :-o
Super ...a ja tak dawno nie wysyłałam już kartek, ze aż mi się teraz wstyd zrobiło :/ Może jeszcze zdążę?
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać takiego twórczego, dziecięcego bałaganu w kuchni:)Czy to te ciasteczka, o których myślę?
Tak, to TE ciastka, choć luksusu w postaci melasy nie posiadałyśmy. Ale to, co wyszło również satysfakcjonuje.
OdpowiedzUsuńEko, powiadacie...