poniedziałek, 21 marca 2011

Pierwszy dzień wiosny

i zdjęcie okolicznościowe.
Bo jak wiosna, to wiosna.



Dziś moje dziecko szalało z opiekunką na hulajnodze. Z przywiązaną najprawdziwszą Marzanną.
Głowa z balona, włosy z bibuły, urocza pelerynka i patol z okolicznego drzewa.
Widok musiał być ciekawy, bo doniesiono mi o fakcie życzliwym smsem. ;))

Przez Lublin przepływają dwie rzeki. Takie, co to da się je przeskoczyć przy odrobinie chęci.
I tak sobie myślę ile to kukieł tragicznie zginęło dziś w ich rwących nurtach. Ot, tradycja.
Pamiętam..., pamiętam te przedszkolne wyjścia...

2 komentarze:

  1. O tak, ja też pamiętam! Nauczycielka zawsze pieczołowicie robiła Marzannę, nie pozwalała nam nawet jej dotknąć - zgłaszała ją na konkurs. Potem mówiła, że to dzieło dziecięcych rąk, naszych rączek naiwnych :-). I te pielgrzymki nad Wisłę, pamiętam zwały kry i połacie śniegu na piasku. Fajnie było!

    OdpowiedzUsuń
  2. Noooo, fajnie. Warto do tego wrócić...

    W przyszłym roku też sobie pójdę ją utopić.
    Będzie bez szans, skubana!

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga