poniedziałek, 13 czerwca 2011

I jeszcze coś o zabawkach.
W Cefalu jest taki sklepik z milionem niepotrzebnych rzeczy.
Na jego wystawie zobaczyłam karuzele z konikami, cyrk, lunapark, karuzele-fliżanki, kręcące się, grające pozytywki.
Bardzo duże. Około półmetrowe.
I zachorowałam na nie.
Cena jednej to wartość małego fiata. Dziś. Nie do negocjacji...;)

Na osłodę znalazłam na gratach drewnianą łódeczkę, mamy z dzieckiem w planach sklejenie połamanych masztów.
W Cefalu widziałam warsztacik, w którym rzemieślnik wydłubywał takie same.











3 komentarze:

  1. Prawdziwe cacka, moze to dobrze ze tyle kosztuja, bo moga przynajmniej cieszyc oko turystow :) ale Wasza nagroda pocieszenia tez jest pelna uroku i fajnie ze mozecie jeszcze cos przy niej podlubac i tchnąc w nią Waszego -własnego ducha :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Karuzela z konikami jest super. W Holandii w Efteling siostry jeździły na identycznej. Muzyka do tego i klimat gotowy.

    OdpowiedzUsuń
  3. i takie pamiątki są najpiękniejsze

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga