piątek, 24 lutego 2012









Jestem perfekcyjną panią domu.
Perfekcyjnie przypalam wszystkie garnki.
Konsekwentnie i ostatecznie.
Dziś też na takiego jednego trafiło. Jestem recydywistką. Nie dość, że garnek, to spaliłam popcorn w mikrofali.

czwartek, 23 lutego 2012



Gdzieś pomiędzy doniesieniami medialnymi o nowej torebce Grycanek, migającym widokiem prześwitującego stanika kogoś tam na Pudelku a kolejną zgagą ciążową, pomiędzy zlewem zmywania a zeskrobywaniem psiej kupy z kozaczka dziecka, pomiędzy rozmyślaniem dlaczego znów kaszle a czy zdążę jutro na 7, pomyślałam sobie że mam fajne życie i że jestem bardzo szczęśliwa, że to będzie dziewczynka.

niedziela, 19 lutego 2012





My dalej zasypani, w śnie zimowym.

poniedziałek, 13 lutego 2012












Cieszymy się bielą i tak się przyzwyczailiśmy do tych minus 20 stopni, że nawet ich nie czujemy ;)

poniedziałek, 6 lutego 2012



Ostatnie tygodnie to lekcja pokory i cierpliwości. I dyplomacji w kontaktach z urzędnikami wydziału budownictwa.
A ja pielęgnuję swoje marzenia. O białej drewnianej podłodze, o wyjściu z sypialni na taras, o kawie wypijanej w ogrodzie i o tej moreli, o której Wam już kiedyś opowiadałam.

niedziela, 15 stycznia 2012



No, nareszcie!







No i jak tu się nie cieszyć!

niedziela, 18 grudnia 2011

Nie jest możliwe kupić wielkie prezenty dla każdego. Choć pewnie by się chciało. W tym roku pod wigilijną choinką położymy małe paczuszki. Małe, ale urocze. Mus z czarnego bzu, wiśnie w amaretto, śliwki z rumem, gruszki z wanilią. I koniecznie dekorowane czekoladki.







czwartek, 15 grudnia 2011

Budujemy atmosferkę.




środa, 14 grudnia 2011

Popatrzcie, no tylko popatrzcie na tego dwumiesięcznego marsa na czole!





Od rana radio bombarduje mnie świątecznymi piosenkami. Choinka już ubrana. Tak. Nareszcie poczułam magię świąt.

poniedziałek, 12 grudnia 2011







A Warszawa powitała mnie wszystkimi odcieniami szarości.

wtorek, 6 grudnia 2011

Byłam bardzo niegrzeczną dziewczynką w tym roku.
Mikołaj do mnie nie przyszedł.
Zapomniał o mnie. Buuu...

sobota, 3 grudnia 2011

Ale nas dziś naszło. Na bigos. Prawdziwy. Pachnący świętami.

Wiaderko kapusty kiszonej, kilogram mięsa, kilogram kiełbasy, dużo ziaren jałowca, dużo liści laurowych.
Obowiązkowo suszone borowiki. Obowiązkowo śliwki. Ideał - wędzone. Realnie - suszone. I pół butelki czerwonego wina.
No i stoję pół dnia przy garze. Cztery kilogramy bigosu spokojnie sobie popierduje na ogniu. Jeszcze powtórka jutro.

Zachęciłam Was? :))

czwartek, 1 grudnia 2011



Opiekuję się chorym dzieckiem.
O wszystkim zapominam. Robota leży i czeka.
Wyszłam dziś do kiosku po doładowanie telefonu, wróciłam z siatą nieplanowanych zakupów. Bez doładowania.
Nie podałam syropów.
Kanapkę z rzodkiewką posypałam cukrem.

I obejrzałam świetny film Taiki Waititiego. Reżysera, scenarzysty i jednego z głównych bohaterów filmu "Boy". O chłopcu, który mieszka w Nowej Zelandii i uwielbia Michaela Jacksona. I nie tylko. Polecam.

środa, 30 listopada 2011





Trafiło mi się dziecko, które uwielbia spać. Od urodzenia.
Podobnie z usypianiem. Mam dwa sposoby, aby usypianie trwało 2 minuty.

Pierwszy. Jeśli nie chce mi się opowiadać bajek, proszę aby dziecko opowiedziało mi. Zawsze pada odpowiedź, że jest wykończona i absolutnie nie ma siły na opowiadanie mi bajek. Dwie minuty potem śpi.

Drugi. Ogłaszam konkurs, kto pierwszy zaśnie, wygrywa. Nagroda - lizak gwizdek. Zawsze przegrywam.
Czasem wygrywa tatuś.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Kiedy dziecko zaczyna chorować, matka świra ze strachu dostaje.
Czy z tego się wyrasta?



Zamiast pisać listy do Mikołaja w tym roku wzięłyśmy sprawy w swoje ręce i znalazłyśmy kilka drobiazgów dla najbliższych.

Mydełka z makiem, podobają mi się.

sobota, 26 listopada 2011





Zawsze czas i ochota na grę w kulki. I amatorski kulodrom. Z krzeseł, linijek, blatów, tekturek.

piątek, 25 listopada 2011



Mam urlop. Liczyłam na wspólny dzień. Przegrałam te zawody, dziecko wybrało przedszkole. Bo dziś dzień, kiedy dzieci same robią sobie śniadanko. Kanapki, sałatka jarzynowa. Banda gotujących trzylatków. Bardzo podoba mi się ten pomysł, jakoś nie pamiętam żeby nas tego uczyli w przedszkolu.

środa, 23 listopada 2011



Kupiłam wczoraj dwie książki ze świątecznymi potrawami. Zupy grzybowe z suszonych grzybów, barszcze z czerwonym winem i jabłkami, pierożki z ziemniakami i grzybami, sałatki z buraków, grzyby w cieście, karp z migdałami, pieczone jabłka z żurawiną.
Siedzimy z dzieckiem, oglądamy i marzymy. Wybieramy, co przygotujemy.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Od pół roku wmawiałam sobie, że po 18 listopada będzie miło i spokojnie. Cudownie nudno.
Co za bzdura.



Pewnie już z tysiąc razy mówiłam, że bardzo kocham moje dziecko.

Niedziela, godzina 7 rano:
Mamo, pobawmy się w kotka i świnkę. Ja będę kotkiem, ty świnką.

Godzina 7.15
Mamo, teraz ty będziesz kotkiem, a ja świnką.

Godzina 7.30
Teraz obie będziemy kotkami.

Godzina 7.45
Ja wolę być mamą kotkiem!!!! Ty będziesz dzieckiem kotkiem.

Godzina 7.55
Dlaczego już nie?!?!

Godzina 8.00
Nie! Z tatusiem nie chcę!

Godzina 8.15
Jestem taka samotna.

Godzina 8.30
Dobrze, tylko 5 minut.
Mamo, to ty będziesz świnką a ja kotkiem.

Godzina 8.45
Teraz obie będziemy kotkami.

Godzina 9.00
Ja wolę być mamą kotkiem!!!! Ty będziesz dzieckiem kotkiem.

Godzina 9.05
Dlaczego już nie?!?!

.....

I już wiem, dlaczego w każde niedzielne przedpołudnie spotykamy się w jakimś Tesco. Wy też nie lubicie grać w kotka i świnkę!

wtorek, 15 listopada 2011





Znacie to uczucie, wracacie po 12 godzinach pracy do domu, dziecko śpi, a jedyne jedzenie jakie macie/na jakie macie ochotę* to puszka kukurydzy. Bez klipa. I znacie to uczucie kiedy przeszukujecie całą kuchnię w poszukiwania otwieracza do konserw, bezskutecznie!?
No co za cholera.