To złośliwość losu, bo pierwszy raz w tym roku nałożyłam sandałki.
No to ja na przekór, na pamiątkę:
| Od o |
| Od o |
20.00
Lublin wprost zatopiony. Ulewa, strumienie wody płynęły po ulicach i chodnikach.
Samochody robiły całe fontanny. Nawet przeskakiwać przez kałuże się nie dało. Miasto to jedna wielka kałuża. Po kostki. Ostatecznie, cała przemoczona dotarłam do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz