
Kupiłam wczoraj dwie książki ze świątecznymi potrawami. Zupy grzybowe z suszonych grzybów, barszcze z czerwonym winem i jabłkami, pierożki z ziemniakami i grzybami, sałatki z buraków, grzyby w cieście, karp z migdałami, pieczone jabłka z żurawiną.
Siedzimy z dzieckiem, oglądamy i marzymy. Wybieramy, co przygotujemy.
Takie potrawy to dla mnie wyższa szkoła jazdy:-)Może za 10 lat?
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcie, a oczy marzenie.
Się można zakochać... w tych oczach
OdpowiedzUsuńWitaj Aguś :)
OdpowiedzUsuńJestem, jestem, tylko tak jakoś....
Cieplutko pozdrawiam :)
W imieniu oczu serdecznie dziękuję i skromnie pragnę dodać, że te oczy to po mnie...;))
OdpowiedzUsuńUroczy usmiech i pyszne potrawy, moj syn rowniez przegladal ostatnio ksiazke i wciaz pokazywal pierniki, pierniki i jeszcze raz pierniki..., sama nie wiem, chyba te pierniki bardzo lubi... :-) M
OdpowiedzUsuń:) No i co się dziwić, wszyscy lubią!
OdpowiedzUsuńLubię przedświąteczne przeglądanie książek kucharskich. Ale z gotowaniem świątecznych potraw to już u mnie różnie bywa :) W mojej rodzinie jest ostra konkurencja pod tym względem. Brakuje trzeciego dnia Świąt, a czasem nawet i czwartego - wtedy na pewno obiad byłby u mnie :)
OdpowiedzUsuńMiłego weekendu!
Ps - oczy dziewczynki obłędne!