W czwartek na skutek dość zaskakującej sytuacji rodzinnej okazało się, że natychmiast musimy szukać opiekunki dla naszej 2 i pół rocznej Nadii.
Po wielu dylematach, strachach i alternatywach - zdecydowaliśy się wysłać ją do niepublicznego przedszkola (bo tylko takie było osiągalne). Opcja z opiekunką chwilowo odpadła.
Może gdybym miała więcej czasu, aby przyzwyczaić się do tej myśli, byloby lepiej, a tak BOJĘ SIĘ STRASZLIWIE! Oddać 2,5 letnie dziecko w obce ręce, do grupy 15 innych, z marszu na 9 godzin (nie będzie wstępów, okresów próbnych), a jak będzie płakała (będzie), a jak będzie tęskniła (będzie), a jak się zadławi (w naszym przypadku- duże prawdopodobieństwo).
Wiem, że muszę zaufać obcym osobom, dać dziecko, ale bardzo się tego boję.
Ona jest jeszcze taka malutka.
Będzie najmłodsza w grupie.
Troszkę chce mi się płakać.
Wiem, to głupie.



To nie głupie, to bardzo naturalne. Ja w ubiegłym roku przez pierwsze dwa tygodnie wychodziłam ze łzami w oczach, kiedy zostawiałam starszą M. w przedszkolu. Ale nie ugięłam się, pierwszy tydzień był trudny, płakała, nie chciała. Dziś bez przedszkola żyć nie może i nawet rano (w niedzielę:-) pytała, idziemy do przedszkola? Trzymam za Was mocno kciuki!!! Za ten przedszkolny debiut, który zawsze kiedyś musi nastąpić. A tak na marginesie cudne jesienne zdjęcia.
OdpowiedzUsuńtrzymam kciuki, to nie jest głupie
OdpowiedzUsuńpiękne grzybki
głowa do góry! :)
I ja zapraszam na grzybobranie.
OdpowiedzUsuń