czwartek, 21 października 2010

Rutyna, rutyna



Wstać, umyć, ogarnąć, nakarmić, ubrać, zaprowadzić, dojechać, pracować, pracować, pracować, dojechać, przyprowadzić, kupić, rozebrać, nakarmić, posprzątać, ugotować, wykąpać, uspić, usiąsć, 10 minut pogapić się w sufit i kolejny dzień za mną.
Rutyna jakas do mnie przyszła. Bez zaproszenia.

7 komentarzy:

  1. I właśnie z takich małych wielkich rzeczy składa się życie:-).

    OdpowiedzUsuń
  2. ja moją prywatną rutynę po prostu zaadoptowałam;nie zaskakuje mnie już swoimi nagłymi wizytami.mieszka w pokoju obok,razem oglądamy tv śniadaniową, pojawiła się nić porozumienia:)rutyna to rutyna, ale swoja;)!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj w klubie. Moj rozklad jazdy nieco inny , ale podobnie regularny i powtarzalny. Brrrrr. Pozdrawiam cieplo mimo paskudnego chlodu.

    OdpowiedzUsuń
  4. taka rutyna i podejście to chyba efekt szarej już jesieni i braku słońca...
    moja recepta choćby na odprężenie: kąpiel z pianą, dobrą książką i lampką wina :)
    i jakiegoś szalonego i niecodziennego pomysłu na weekend ci życzę - na złamanie tej rutyny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. MOJA DROGA, napisz do mnie prosze, bym mogla zaprosic Cie do ogladania mojegpo bloga.niccada@gmail.com. pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Julko, gratuluję i zazdroszczę! My ze swoją się żremy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie mam dzieci, a rutyna też mnie dopada, męczy i różne takie...

    OdpowiedzUsuń