

Zamiast chipsów.
W czasach studenckich często chodziliśmy z mężulkiem do pewnej lubelskiej restauracji pseudomeksykańskiej. Na powitanie podawali gościom po miseczce prażonych ziaren słonecznika. Gratis, co w czsach studenckich nie było bez znaczenia. I choć restauracji nie ma już kilka lat, nadal wspominamy tego słonecznika, ba, nawet poszliśmy krok dalej i go często robimy w domu!
Na patelnię wlewamy trochę oleju, oliwy (co pod ręką), rozgrzewamy, wsypujemy wyłuskane ziarna słonecznika. Wyciskamy czosnek, dużo czosnku. Teraz idzie sól, dużo soli i pieprz z umiarem. Na koniec suszona papryka.
Na koniec, bo szybko się przypala. Słoneczniki w miarę podgrzewania strzelają i puchną. Ale zachowajcie ostrożność, łatwo je przypalić.
No, przemyślcie sprawę...;)
Zdecydowanie czekamy na +14:-) -14 mówimy stanowcze nie;-)!!! Na pomysł pobuszowania po placu zabaw namawiały mnie przy mega wietrze i świeżo po chorobie też i moje panienki:-).
OdpowiedzUsuńA słonecznik zrobimy na pewno! Zawsze dodaję taki prażony słonecznik,płatki migdałów czy dyni do sałatek, ale ta wersja z czosnkiem i papryką jest całkiem kusząca. Pozdrawiamy
prażone ziarna jadłam ale tylko posolone
OdpowiedzUsuńten czosnek, pieprz i suszona papryka dają do myślenia :)
piękne oczy :)
Piękne oczy i magoczne drugie zdjęcie. Pestek słonecznika w takim wydaniu jeszcze nie próbowałam ;)
OdpowiedzUsuńsłodki misio w kraciastym kubraczku :), my tez wyznajemy zasade ze kazda pogoda dobra na spacer, ale teraz przepaskudny kaszel nas jednak uziemil, z slonecznikiem pewnie sprobuje , bo wyjatkowo podobaja mi sie twoje tipy kulinarne
OdpowiedzUsuńA ja myslalam, ze tylko u nas takie mrozy... :-) zdjecia cudne, szczegolnie to drugie... M
OdpowiedzUsuńDziękujemy za miłe słowa.
OdpowiedzUsuńA z każdym dniem zamiast cieplej - coraz zimniej!