wtorek, 18 października 2011

Małe popołudniowe smuteczki.





I jesienne bukiety. Suszymy i malujemy liście. Aby były jeszcze bardziej kolorowe.
Plus brokat. Obowiązkowo różowy. Wiadomo.



Wczorajsze 6 godzin spędzone w nieogrzewanym PKP oraz frustracja spowodowana 120 minutowym opóźnieniem na Centralnym spowodowały mój poranny ból gardła-gigant. Leczę się kilogramową paczką lodów jogurtowych z wiśniami. Wiśniami na spirytusie. Czy może być coś skuteczniejszego?

7 komentarzy:

  1. Domyślam się, że tytułowe popołudniowe smuteczki ma liść z drugiego zdjęcia (taki jakiś zwieszony), bo przecież chyba nie Wy?!
    Czekam na zdjęcia brokatowych bukietów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brokatowe bukiety z suszonych liści przyklejone na białą, dużą kartkę to najpiękniejsza ozdoba lodówki ;-)). A na popołudniowe smuteczki polecam krówki ;-). Albo gorącą czekoladę ;-).

    OdpowiedzUsuń
  3. różu nigdy za wiele;) I wiśni na spirytusie też, sama bym wszamała;) no, ale nie mogę;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Równie skuteczne jest grzane wino ewentualnie piwo. Z sokiem malinowym :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na smuteczki moze cos slodkiego pomoze a wisnie takie bardzo lubie i mam nadzieje, ze na bol gardla tez pomogly... :-)

    Pozdrawiamy. M

    OdpowiedzUsuń
  6. Małgorzato, oczywiście że nie chodziło o nas;)
    Dziewczyny, krówki powiadacie...?! ;)
    Piegowata, jeszcze rok i wszystkie wiśnie w likierze Twoje. Ja tak nie mogłam się piwa po roku doczekać. I rzeczywiście to pierwsze po porodzie smakowało wyjątkowo!
    Chłopaku, dzięki ;)))
    Paula, w czasach studenckich pracowałam w winiarni. Do dziś grzańce to moja słabość.
    Mamsan, nie pomogły, ale dobre były!
    Pozdrawiam Was gorąco, fajnie, że jesteście.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga