
I jesienne bukiety. Suszymy i malujemy liście. Aby były jeszcze bardziej kolorowe.
Plus brokat. Obowiązkowo różowy. Wiadomo.
Wczorajsze 6 godzin spędzone w nieogrzewanym PKP oraz frustracja spowodowana 120 minutowym opóźnieniem na Centralnym spowodowały mój poranny ból gardła-gigant. Leczę się kilogramową paczką lodów jogurtowych z wiśniami. Wiśniami na spirytusie. Czy może być coś skuteczniejszego?
Domyślam się, że tytułowe popołudniowe smuteczki ma liść z drugiego zdjęcia (taki jakiś zwieszony), bo przecież chyba nie Wy?!
OdpowiedzUsuńCzekam na zdjęcia brokatowych bukietów :)
Brokatowe bukiety z suszonych liści przyklejone na białą, dużą kartkę to najpiękniejsza ozdoba lodówki ;-)). A na popołudniowe smuteczki polecam krówki ;-). Albo gorącą czekoladę ;-).
OdpowiedzUsuńróżu nigdy za wiele;) I wiśni na spirytusie też, sama bym wszamała;) no, ale nie mogę;)
OdpowiedzUsuńDwójka prześliczna.
OdpowiedzUsuńRównie skuteczne jest grzane wino ewentualnie piwo. Z sokiem malinowym :)
OdpowiedzUsuńNa smuteczki moze cos slodkiego pomoze a wisnie takie bardzo lubie i mam nadzieje, ze na bol gardla tez pomogly... :-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy. M
Małgorzato, oczywiście że nie chodziło o nas;)
OdpowiedzUsuńDziewczyny, krówki powiadacie...?! ;)
Piegowata, jeszcze rok i wszystkie wiśnie w likierze Twoje. Ja tak nie mogłam się piwa po roku doczekać. I rzeczywiście to pierwsze po porodzie smakowało wyjątkowo!
Chłopaku, dzięki ;)))
Paula, w czasach studenckich pracowałam w winiarni. Do dziś grzańce to moja słabość.
Mamsan, nie pomogły, ale dobre były!
Pozdrawiam Was gorąco, fajnie, że jesteście.