Hmm, wszystko zależy od tego jaki to rodzaj bezsilności. Ja tak bynajmniej mam ;-). Jeśli chodziło o pracę, zawsze załączałam kawałek ... niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam...;-)
Może najpierw metoda nr 1, a zaraz potem nr 2? Ja zazwyczaj odczuwam potrzebę opowiedzenia o przykrym wydarzeniu kilku osobom, a z każdą kolejną opowieścią zaczynam dostrzegać coraz więcej aspektów humorystycznych :)
Polecam metodę nr dwa. Pod warunkiem wdupiemania szczerego a nie na zasadzie duszenia w sobie.
OdpowiedzUsuńPaula, trafiłaś w czuły punkt. Bo czy będę potrafiła? ;)
OdpowiedzUsuńA ja uwazam ze czasem zaleznie od sytuacji metoda nr1 pomaga na tyle ze mozemy isc dalej w zyciu. Czasem czlowiek musi, bo inaczej sie udusi ;)
OdpowiedzUsuńDobry też jest tumiwisizm
OdpowiedzUsuńA działa równie skutecznie w przypadku kobiet?
OdpowiedzUsuń;)
ja bym krzyczała!:) aaaaaaaaaaaa!!....
OdpowiedzUsuńI tupnęła nóżką!
W każdym razie zawsze trzeba 'coś' zrobić.
Powodzenia! :)
I pierwsza i druga moze byc dobra ale ktora pomoze tego Ci nie powiem... :-)
OdpowiedzUsuńHmm, wszystko zależy od tego jaki to rodzaj bezsilności. Ja tak bynajmniej mam ;-). Jeśli chodziło o pracę, zawsze załączałam kawałek ... niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam...;-)
OdpowiedzUsuńMoże najpierw metoda nr 1, a zaraz potem nr 2?
OdpowiedzUsuńJa zazwyczaj odczuwam potrzebę opowiedzenia o przykrym wydarzeniu kilku osobom, a z każdą kolejną opowieścią zaczynam dostrzegać coraz więcej aspektów humorystycznych :)
Też tak myślę. Małgorzata ma rację. Nr 1, a zaraz potem nr 2.
OdpowiedzUsuń