
Czy da się zrobić kompletny, piękny strój indianina z jednej rolki fioletowej bibuły?
A pewnie, że się da! Jeśli ma się taką Opiekunkę Do Dziecka jak my!
Peleryna z frędzlami, papierowa przepaska z papierowym piórkiem - pióropusz, pochwa na strzały z butelki po mineralnej, strzały z flamastrów i lotek z papieru. Wszystko stylowo owinięte sznurkiem. Profeska.
Jest nasza, i tylko nasza. Nie oddamy. Czasem śni mi się koszmar, że odchodzi, ale szybko te myśli odganiam!
:))) Udanego!!!!
Szkoda, że nie ma zdjęć Indianina! A raczej Indianki:-)
OdpowiedzUsuńA jeśli jest taka potrzeba, to i owszem, będzie zdjęcie. To strój Indianina. Wojownika!
OdpowiedzUsuńWyobrażam sobie ten kostium :) taka niania to skarb :)
OdpowiedzUsuńCudna foteczka :)
PS. Właśnie zaczęło lać!
Ps. No właśnie widziałam...:/
OdpowiedzUsuń:-), no proszę kreatywność górą!
OdpowiedzUsuńWidzę, że u Ciebie wiosna już w pełni!
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem tego stroju indianina, do tej pory byłam przekonana, że korona z papieru to szczyt moich możliwości, ale ostatnio udało mi się ulepić pełne śniadanie z ciastoliny.
Wow, śniadanie z ciastoliny! U nas niby kawa z mini serwisu i lody włoskie z plasteliny.
OdpowiedzUsuńNawet dobre, tylko małe ;))
Zdjęcie już mam, muszę tylko się zmobilizować i zrzucić,
pozdrawiam, aga