niedziela, 17 kwietnia 2011







Kilka dni pod znakiem "Mama i Córeczka" za nami. Spacery po warszawskiej Starówie, jazda metrem dla przyjemności, wjazd windą na 30 piętro Pałacu Kultury, zdjęcia na rękach z wycieczką turystów azjatyckiego pochodzenia (z każdym indywidualnie:)), fikolandy, wystawy, gonitwy za gołębiami, bezkarne skakanie po hotelowym łóżku, bitwy na poduszki, zakupy, fast foody, prawdziwe gałkowane lody, czytanie książek w empiku, odjechane muffiny w tarasach, galopujący konsumpcjonizm. Zmęczone i spłukane wracamy.

7 komentarzy:

  1. No to miałyście "babski wypad" :-)
    Ja z moimi córkami też się staram robić takie. Może nie aż na tak dużą skalę, ale lubimy same wyjeżdżać nawet na pół dnia i wtedy nazywamy to "babskim wypadem" :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Babski, ale z silnym męskim pierwiastkiem, bo wieczorami po pracy towarzyszył nam Tatuś. ;)))

    Fajnie tak na luzie spędzić troszkę czasu. Ale i fajnie wrócić do domku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny, mile spedzony czas i cudne pierwsze dwa zdjecia a slodkosci bardzo apetyczne, zjadlabym wszystkie od razu... :-) M

    OdpowiedzUsuń
  4. to musiał być wspaniały czas

    OdpowiedzUsuń
  5. No proszę ile atrakcji:-), a muffiny wyglądają na baaaardzo smaczne:-).

    OdpowiedzUsuń
  6. Muffiny były baaardzo smaczne! I fajny pomysł na biznes.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga