


Kilka dni pod znakiem "Mama i Córeczka" za nami. Spacery po warszawskiej Starówie, jazda metrem dla przyjemności, wjazd windą na 30 piętro Pałacu Kultury, zdjęcia na rękach z wycieczką turystów azjatyckiego pochodzenia (z każdym indywidualnie:)), fikolandy, wystawy, gonitwy za gołębiami, bezkarne skakanie po hotelowym łóżku, bitwy na poduszki, zakupy, fast foody, prawdziwe gałkowane lody, czytanie książek w empiku, odjechane muffiny w tarasach, galopujący konsumpcjonizm. Zmęczone i spłukane wracamy.
No to miałyście "babski wypad" :-)
OdpowiedzUsuńJa z moimi córkami też się staram robić takie. Może nie aż na tak dużą skalę, ale lubimy same wyjeżdżać nawet na pół dnia i wtedy nazywamy to "babskim wypadem" :-)
Babski, ale z silnym męskim pierwiastkiem, bo wieczorami po pracy towarzyszył nam Tatuś. ;)))
OdpowiedzUsuńFajnie tak na luzie spędzić troszkę czasu. Ale i fajnie wrócić do domku.
Fajny, mile spedzony czas i cudne pierwsze dwa zdjecia a slodkosci bardzo apetyczne, zjadlabym wszystkie od razu... :-) M
OdpowiedzUsuńGratuluję:)
OdpowiedzUsuńto musiał być wspaniały czas
OdpowiedzUsuńNo proszę ile atrakcji:-), a muffiny wyglądają na baaaardzo smaczne:-).
OdpowiedzUsuńMuffiny były baaardzo smaczne! I fajny pomysł na biznes.
OdpowiedzUsuń