Tak, tak, do tego starego, poczciwego w Pałacu Kultury. I Nauki oczywiscie. Jak sięgam pamięcią do podstawówki, to nic się nie zmieniło.
Zabralismy niespełna trzylatki do planetarium.
I dobrze, że nie dalismy się przekonać Pani Bileterce a potem Panu Prowadzącemu, że dzieci za małe.
Efekty widać. Kiedy wracalismy nocą do naszego Lublina dziecko krzyknęło Patrzcie, Gwiazda Polarna!
Ja też znalazłam kilka skarbów dla siebie.





Pamiętam z dzieciństwa wypady do planetarium! To była dla mnie wielka przygoda, zupełnie nie rozumiałam, jak to możliwe, że w pomieszczeniu otwiera się widok na cudowne, nocne niebo. Mogłam tam siedzieć godzinami!
OdpowiedzUsuńDo dziś uwielbiam leżeć w trawie i patrzeć w rozgwieżdżoną przestrzeń. Ogarnia wtedy człowieka takie niesamowite, trudne do opisania uczucie :-)
Pozdrawiam!
Też pamiętam "podstawówkowe" wyprawy do planetarium, oceanarium itp. to pozostaje w pamięci na zawsze. I po każdorazowym wypadzie chciałam być astronomem, naukowcem badającym morskie zwierzęta, przewodnikiem albo pilotem wycieczek, to ostatnie się tylko sprawdziło;-).
OdpowiedzUsuńSuper wyprawa i piękne zdjęcia...jak zawsze:-). Pozdrawiamy.
Dzięki!
OdpowiedzUsuńJa chciałam być kosmetyczką. Mąż kierowcą tira.
A mój wujek furmanem.
Na szczęście nie udało się ;)))
Moje dziecko marzy, aby "robić usg" i smarować ludzi "tym żelem".
Nigdy nie byłam w tym Muzeum Techniki, ale czuję że w weekend się tam wybierzemy. Taki żółty telefon sama chciałabym mieć :)
OdpowiedzUsuńA moja mama do dziś ma taki zielony!
OdpowiedzUsuńNawet byłam zdziwiona, że jest w muzeum. Pomyślałam, jaki zabytek, codzienność przecież!
Ja oszalałam na punkcie tego retro komputera! I fotela dentystycznego z lat 30-tych!
OdpowiedzUsuń